Jeśli nie musisz, nie faszeruj kota hormonami

Kotka po sterylizacjiZdecydowaliśmy się – nie mamy hodowli, jesteśmy odpowiedzialnymi opiekunami naszej kotki i nie wierzymy w głupie przesądy jakoby musiała raz w życiu mieć młode. Nie mnożymy kociego nieszczęścia, zadbamy o to, żeby nie było kociąt. Ale jak?

 

Istnieją dwie metody zapobiegania kociej ciąży – sterylizacja i farmakologiczne wyciszanie rui. Wielu kocich opiekunów strasznie się tej całej sterylizacji boi, bo to dość kosztowny zabieg (od 100 do nawet 300 zł). To dużo poważniejszy zabieg niż kastracja kocurka. Kotkę trzeba poddać narkozie, otwieraniu jamy brzusznej, potem przez jakiś czas koteczka chodzi z raną na brzuchu, szwy trzeba zdejmować… Wygląda to trochę jak niepotrzebne dręczenie kota (w wielu lecznicach jest już stosowana metoda tzw. „małego cięcia” – znacznie mniej obciążająca dla kotki). Dlaczego mimo wszystko warto to zrobić?

 

Co z tymi hormonami?

 

Jako alternatywę dla sterylizacji podaje się kotkom preparaty hormonalne w tabletkach lub w zastrzykach. Zastrzyki wykonuje się co około 4 miesiące. Tabletki podaje się przez parę pierwszych dni, jeżeli kotka jest w trakcie rui, a następnie w odstępach tygodniowych.

Podawanie tabletek jest dość kłopotliwe. Kotki często wyczuwają tabletki i albo nie zjadają w ogóle z pożywieniem, albo zjadają bardzo niechętnie. Można tabletki rozpuścić, ale ryzyko, że nie wypiją wody jest chyba jeszcze większe niż podawanie ich w pokarmie. Poza tym należy pamiętać o stałych dniach podawania i w ogóle pamiętać. Często kończy się to niechcianą wpadką.

 

Niewątpliwą zaletą podawania tabletek jest możliwość szybkiego przywrócenia cyklu, jeżeli np. hodowca zdecyduje, że chciałby, aby jego kotka posiadała potomstwo lub jeżeli zauważy niekorzystny wpływ takiej terapii antykoncepcyjnej.

 

Do długotrwałego blokowania cyklu chyba największe znaczenie mają preparaty progestagenowe o przedłużonym działaniu w formie iniekcyjnej, zawierające octan medroksyprogesteronu (MPA). Więcej na temat tej substancji można przeczytać tutaj:

 

Najczęściej podawane tabletki to Provera, do iniekcji weterynarze przeważnie wybierają Delwosteron. Bardzo popularny jest też preparat Depo Promone, ale nie ma o nim żadnych (!) informacji w sieci. Nie sądzę, żeby taka sytuacja była dopuszczalna w przypadku leków podawanym ludziom.

 

Rozwiązanie bez zalet

 

Stosowanie antykoncepcji hormonalnej zarówno u suk, jak i u kotek wiąże się niestety z poważnym ryzykiem. Do najniebezpieczniejszych powikłań należą: rozwój ropomacicza, zmiany nowotworowe w obrębie gruczołu mlekowego lub przyspieszenie już toczącego się procesu, powstawanie cyst na jajnikach, nadwaga lub otyłość, indukcja cukrzycy lub schorzenia wątroby. Ponadto preparaty iniekcyjne mogą powodować w okolicy podania środka antykoncepcyjnego wystąpienie zmian skórnych, utratę sierści lub odbarwienie włosa.

 

Niestety nie jest to „zwiększone ryzyko” wystąpienia chorób. Z powodu rozchwiania gospodarki hormonalnej zwierzaka, niemal pewność, że zachoruje wcześniej lub później. Oczywiście pewnie jest wiele osób, które stosowały u swoich kotek hormony i nic się nie stało, ale to jest tak, jakbyśmy mówili, że papierosy nie szkodzą, bo znamy osoby, które je palą i żyją.

 

Ropomacicze – co to takiego?

 

Ropomacicze to w dużym skrócie zapalenie macicy. Choroba ta jest wywoływana nadmiernym gromadzeniem się w macicy wydzieliny gruczołowej, która staje się pożywką dla bakterii. Gdy ulegnie zakażeniu, pojawia się ropa. To bardzo niebezpieczna choroba. Bardzo szybko dochodzi do zatrucia organizmu toksynami bakterii, które upośledzają działanie wątroby, nerek i serca. W przypadku pęknięcia macicy i wylania się jej zawartości, dodatkowo powstaje ryzyko zapalenia otrzewnej. Jeśli szybko nie udzielimy kotce pomocy lekarskiej, zwierzę umiera. We wczesnym stadium możliwe jest leczenie farmakologiczne, jednak główną metodą jest usunięcie macicy i jajników. Siłą rzeczy na chorobę tą cierpią tylko kotki.

Główną przyczyną jest zaburzenie równowagi hormonalnej, która powoduje nadczynność gruczołów macicznych. Do takiego rozregulowania może dojść np. w wyniku długotrwałego stosowania środków antykoncepcyjnych, wczesnoporonnych i po ciężkich porodach.

 

TUTAJ możemy sobie poczytać dokładnie o ropomaciczu, UWAGA=> drastyczne zdjęcia.

 

Więcej na temat objawów i leczenia ropomacicza możecie przeczytać tutaj:

 

Ropomacicze to jeszcze nie wszystko

 

Równie często, jeśli nie częściej, antykoncepcji hormonalnej kotek towarzyszą nowotwory sutka.

Guzy gruczołu mlekowego są ściśle hormonozależne. Przebyte ciąże, włączanie hormonów w leczenie zwierzęcia albo stosowanie antykoncepcji hormonalnej naraża kota na większe ryzyko wystąpienia nowotworu gruczołu mlecznego. Badania wskazują, że ryzyko zachorowania rośnie razem z wiekiem zwierzęcia. Najczęściej chorują kotki powyżej 5-6 roku życia. Trzeba zauważyć, że w związku z powszechnością stosowania hormonalnych środków antykoncepcyjnych, nowotwory sutka zdarzają się obecnie kotom bardzo młodym – dwuletnim, a nawet kilkumiesięcznym, co kiedyś należało raczej do rzadkości.

 

Guzy sutka (czy dokładniej gruczołu mlekowego) to jeden z najgroźniejszych nowotworów atakujących kotki. Ocenia się, że około 60% z nich ma postać złośliwą i szybko daje przerzuty. Niektórzy podają zatrważającą liczbę 90%. Jeśli nowotwór zdąży zająć węzły chłonne, jest to praktycznie wyrok śmierci. Są jednymi z najczęściej występujących u kotów nowotworów (ponad 30%, zaraz po chłoniakach i nowotworach skóry). We wczesnym stadium jest leczony operacyjnie.

 

O objawach i leczeniu nowotworów gruczołów mlecznych możecie poczytać tutaj:

 

Bądź świadom ryzyka

 

Jeżeli mimo wszystko zdecydujesz się na tą metodę zapobiegania ciąży, musisz pamiętać o badaniach kontrolnych kotki, oraz wykonywaniu okresowych badań biochemicznych krwi, aby nie przeoczyć momentu, w którym można jeszcze skutecznie interweniować. Należy też zwracać szczególną uwagę na ilość wypijanej przez zwierzę wody, bardzo często symptomem sygnalizującym rozwój ropomacicza jest zwiększona ilość pobieranych płynów i oddawanego moczu.

Ewelina (elianka) Oszmian

Zawodowo dziennikarka i copywriterka. Prywatnie od 15 lat kocia współlokatorka. Koty i książki to jej dwie największe pasje.