Zanim zaprosisz kota

Kot w domu to wielka radość – jeśli brak Ci przekonania do tego, przeczytaj informacje o tym, dlaczego warto dać kotu dom. Aby tej radości doświadczyć, potrzebujemy:

  1. upatrzyć sobie kota (warto tu też przeczytać W jakim wieku kota wybrać?),
  2. przygotowania się na przybycie kota,
  3. zdobyć kota i ugościć go w naszym domu.

Jak to zrobić, żeby było dobrze i dla kotka, i dla nas?

Najpierw musimy sobie kotka upatrzyć (i zarezerwować jeśli to możliwe; przy wyborze kota powinniśmy uwzględnić nasze możliwości czasowe i finansowe – wg tego wybrać wiek kotka, a także to, czy chcemy koniecznie kota zdrowego – choć każdy kot w każdej chwil może zachorować, czy jednak zdecydujemy się ratować jakąś kocią duszę i damy dom kotu choremu – szlachetne, ale musi być robione z głową a nie tylko sercem), później się przygotować na jego przybycie, a dopiero na końcu kotka przyprowadzić do domu –  zawsze w tej kolejności, bo metoda „jakoś to będzie” może kosztować zdrowie a nawet życie kota, a nas – mnóstwo nerwów i pieniędzy. A przecież życie z kotkiem ma być miłe 😉

 

Kot w domu to też obowiązki i odpowiedzialnośćzanim ostatecznie podejmiesz decyzję o przyjęciu kota pod swój dach, upewnij się, że kot to na pewno zwierzę dla Ciebie (polecam lekturę Jaki jest kot? oraz Czy kot to zwierzę dla każdego?) i że jesteś w stanie być w pełni odpowiedzialnym i rozważnym opiekunem (tu będzie pomocna lektura tego wpisu).

 

Skąd wziąć kota?

Niby prosta kwestia, ale lektura różnych materiałów w sieci i słuchanie opowieści innych  pokazują, że jednak nie jest to takie oczywiste jakby mogło się pozornie wydawać. Kota możemy zdobyć z następujących źródeł:

  1. z ulicy,
  2. od osób prywatnych lub rodziny ze wsi,
  3. ze schroniska,
  4. od fundacji,
  5. od prywatnej osoby prowadzącej dom tymczasowy (DT),
  6. od pseudohodowcy (zwanego też rozmnażaczem),
  7. od hodowcy.

Każda z tych opcji ma swoje plusy i minusy – oto niektóre z nich.

Ad. 1

Kotek z ulicy – albo jest dziki i niekoniecznie zainteresowany mieszkaniem z nami, aczkolwiek jeśli jest mocno chory, to może sobie sam nie poradzić i wtedy warto mu dać dom, ale trzeba być przygotowanym na długie oswajanie (dużo drapania i gryzienia o ile nie jest w stanie bliskim utraty przytomności), albo został przez kogoś wyrzucony lub uciekł (wtedy danie mu domu to dla niego prezent – taki kotek zwykle szuka sam kontaktu z człowiekiem, a do tego jest zwykle głodny, a często i chory, bo na ulicy sobie nie radzi), albo też jest czyimś kotem wychodzącym i zabierając takiego kotka zrobimy przykrość i kotu, i jego opiekunowi, które być może długie miesiące będzie go później szukał. Dlatego ta opcja pozyskania kota choć wydaje się najłatwiejsza, to wymaga dużo wyobraźni i świadomości pewnych rzeczy. Poza tym wtedy obowiązek kastracji/sterylizacji spoczywa na nas (chyba, że ktoś jest w stanie trzymać kotkę w rui czy znaczącego teren kota w domu i nie oszaleć). Dodatkowo sami musimy udać się do lekarza weterynarii na podstawowy przegląd wraz z kompletem badań (minimum to morfologia krwi, biochemia oraz test FeLV/FIV (czyli wirus białaczki kotów oraz kociego HIV), a dobrze też dodatkowo zrobić rozmaz krwi i jonogram) musimy zrobić sami, bo kot to stworzenie, które natura przystosowała do długiego ukrywania objawów choroby i często niepokojące rzeczy widać jak już jest za późno na leczenie – dlatego profilaktyka to podstawa.

Ad. 2

Kotek ze wsi od rodziny lub znajomych – zwykle wiadomo, że nikt go nie szuka, a dodatkowo często ma dość dobre zdrowie z racji mieszkania w przyjaznym środowisku (czysto na wsi) i wykarmienia przez matkę (kot miejski często traci matkę pod kołami samochodu lub zadręczoną przez jakiegoś zwyrodnialca) lub z powodu bycia czyimś pieszczochem, którego dotychczasowy opiekun pozbywa się z takiego czy innego powodu. Wybór dobry przy założeniu, że kotki są, bo „jakoś tak wyszło” zanim kotkę nie przeznaczoną do hodowli wysterylizowano; jeśli to kotek od rozmnażacza (o tym dalej), to kupując takiego kota wspieramy eksploatację zwierząt, które często są dodatkowo przetrzymywane w złych warunkach i pozbawione opieki weterynaryjnej (patrz pkt. 6). Tutaj również obowiązek kastracji/sterylizacji spoczywa na nas (chyba, że ktoś jest w stanie trzymać kotkę w rui czy znaczącego teren kota w domu i nie oszaleć). I w tym przypadku  czeka nas podstawowy przegląd u weterynarza wraz z kompletem badań (minimum to morfologia krwi, biochemia oraz test FeLV/FIV (czyli wirus białaczki kotów oraz kociego HIV), a dobrze też dodatkowo zrobić rozmaz krwi i jonogram) musimy zrobić sami, bo kot to stworzenie, które natura przystosowała do długiego ukrywania objawów choroby i często niepokojące rzeczy widać jak już jest za późno na leczenie – dlatego profilaktyka to podstawa.

Ad. 3

Kotek ze schroniska – od kotka z ulicy różni się tym, że został przez ludzi pomagających kotom (czy to zawodowo, czy jako wolontariusze) zabrany z ulicy, na której sobie nie radził (często chory, niejednokrotnie nie umiejący polować, bardzo często jest puchatą zabawką, która się komuś znudziła lub nie pasuje nowej „miłości” dotychczasowego opiekuna lub padła ofiarą mitów o ty, że jak rodzi się dziecko, to kota nie powinno być w domu). Kot  w schronisku na wejściu jest zaszczepiony i odrobaczany, często kastrowany/sterylizowany (o ile pozwala na to jego wiek i stan zdrowia – musimy o to dopytać, o ile nie jest zaznaczone) oraz czipowany (wg możliwości schroniska); jeśli schronisko ma nieco więcej pieniędzy (rzadko się to zdarza i to raczej w schroniskach, które mają patronat jakiejś fundacji), to są robione podstawowe badania krwi (morfologia, biochemia i test FIV/FeLV) – w przeciwnym razie zdrowie kota jest oceniane „na oko” przez lekarza współpracującego ze schroniskiem i zwykle badań nie ma o ile nie jest w bardzo poważnym stanie zagrażającym życiu. Dlatego przy braniu takiego kota należy wypytać, jakie badania miał robione i poprosić o kopię wyników z odnotowaniem tego w umowie adopcyjnej (choćby jako dopisek na końcu lub w postaci wpisu w książeczce zdrowia kota); jeśli uzyskamy informację, że kotek jest zdrowy, a nie ma na to żadnego potwierdzenia w wynikach badań z ostatniego miesiąca, musimy założyć, że kotek może być chory na wszystko i sami wykonać komplet badań jak w pkt. 1 czy 2; niestety nieraz osoby chcące znaleźć kotu dom mniej lub bardziej świadomie stosują niedopowiedzenia czy wręcz kłamią z obawy, że jak powiedzą prawdę, to nie zechcemy kota (fakt, że leczenie kota kosztuje – tyle, że każdy kot może w każdej chwili zachorować); oczywiście jest sporo osób mówiących prawdę, ale… trzeba być ostrożnym. Niezależnie od dołączonych wyników, t tak musimy udać się na przegląd ogólny do lekarza weterynarii, który będzie lekarzem naszego kota (zabierając ze sobą wyniki badań i książeczkę zdrowia) – najlepiej jest to zrobić po drodze ze schroniska do domu: kotek przez pierwsze dni będzie bardzo zestresowany, więc wkładanie go do transportera i kolejne przemieszczanie będzie dla niego sporym obciążeniem (dla nas też), bo kociak nie wie, że idzie do lekarza w trosce o jego zdrowie – raczej będzie mu się to kojarzyć, że znowu zostanie bez domu i wyląduje na ulicy albo w schronisku.

Ad. 4

Kot z fundacji – zależnie od zasobności portfela fundacji, może to być kot jak ze schroniska, ale też bywa, że kotek ma zrobione badania i w razie potrzeby jest leczony. Zasady postępowania z badaniami i wizytą u lekarza jak w przypadku 3, czyli kota ze schroniska (także w zakresie wiary w „kotek jest zdrowy”).

Ad. 5

Kot z domu tymczasowego prowadzonego przez prywatną osobę – takie domy prowadzą osoby współpracujące ze schroniskami i fundacjami, ale też czasami całkiem prywatne osoby, które lubią koty. Zasady postępowania są identyczne jak w przypadku kota ze schroniska czy fundacji (kotek zdrowy „na oko” również tutaj może się zdarzyć).

Ad. 6

Kot od pseudohodowcy (rozmnażacza) – zwykle to kot-zagadka, czasami o wyglądzie jakiejś rasy, żeby można było zarobić na kocie np. norweskim leśnym, w którym jak przyjdzie co do czego, kota norweskiego będzie kilka procent; co do predyspozycji psychicznych i zagrożeń zdrowotnych trzeba zakładać, że jest to kot taki jak nierasowy ze schroniska. Stan zdrowia takich kotów bywa różny – tutaj znowu trzeba postąpić jak w przypadku kota ze schroniska. Tego źródła pozyskania kota jednak nie polecam, bo zwykle koty są tu tylko maszynkami do generowania zysków – trzymane niejednokrotnie w złych warunkach, karmione byle jak, eksploatowane, żeby wydać jak najwięcej miotów, a na końcu lądują na ulicy gdy są stare lub chore. Jak bardzo straszne są pseudohodowle pokazuje w wersji delikatnej ten materiał; film pokazujący likwidację jednej z wielu pseudohodowli można zobaczyć tutaj. Kupując kota od pseudohodowcy wspierasz trzymanie zwierząt w złych warunkach (często głodnych i chorych – nieleczonych), które później są wyrzucane jak zużyte przedmioty. Nie przykładaj ręki do takiego traktowania zwierzaków!

Ad. 7

Kot z hodowli – kot rasowy zawsze jest z rodowodem jeżeli nie ma rodowodu, to nie jest kotem rasowym, bo nie ma potwierdzenia przynależności do rasy; w cenie kota rodowód to mała kwota – jeśli więc kot jest naprawdę rasowy, to rodowód ma); takie koty zwykle są zdrowe (często w umowie zakupu-sprzedaży jest zapis o stanie zdrowia kota i wolności od chorób takich jak np. FeLV, aczkolwiek i tu można się naciąć, ale w przypadku zostania oszukanym możemy wnieść skargę do zrzeszenia, którego członkiem jest hodowca i wtedy władze takiej organizacji podejmują stosowne środki w celu przywołania hodowcy do porządku, a nam pozostaje proces cywilny o odszkodowanie z racji nie wywiązania się hodowcy z umowy (raczej nie będziemy żądać wymiany kotka na nowego, a zwrotu kosztów leczenia chorób, których nie miał możliwości się nabawić u nas, bo np. jest kotem jedynym i nie wychodzącym, a choroba – jak FeLV – przenosi się tylko przez kocią ślinę). Ponadto zwykle mamy wsparcie hodowcy także po zakupie kota w zakresie udzielania porad. Przed zakupem kota z hodowli dobrze jest dokładnie przeczytać ten materiał oraz odwiedzić np. stronę Felis Polonia (Polska Federacja Felinologiczna), aby trochę się zorientować jak kupić kota rasowego a nie „o wyglądzie rasy” lub ze sfałszowanym rodowodem (bo takie też są) – zakup niby okazyjny, ale dostajemy kota-zagadkę (czyli to, co np. ze schroniska, tylko sporo nas to kosztuje).

 

WAŻNE! Jeżeli decydujemy się na wzięcie kota z ogłoszenia (w tym z wydarzeń na Facebooku), które mają w tytule lub treści błaganie o dom w trybie pilnym, np. „Pilnie potrzebny dom„, „Nim będzie za późno„, „Ratunku! Dom szybko potrzebny„, „Kot załamany psychicznie szybko potrzebuje domu” itp., to niezależnie od tego, kto umieścił ogłoszenie (jaka organizacja czy osoba) oraz co jest napisane w ogłoszeniu, należy liczyć się z tym, że kotek może bardzo niedomagać nie tylko psychicznie, ale też mieć ciężkie i/lub przewlekłe choroby – nie musi tak być, ale może (z przyczyn finansowych koty, które wyglądają tylko na podłamane psychicznie często nie mają robionych badań, bo np. niedoinwestowane schroniska muszą wybierać – albo badania, albo karma, a często niestety przemilczają pewne kwestie lub mijają się z prawdą albo mówią bardzo dwuznacznie i mało konkretnie, bo zakładają, że każdy ze świeżo adoptowanym kotem i tak pójdzie do weterynarza i to w pierwszych dniach, więc dowie się, że kota trzeba leczyć i na co); nie oznacza to bynajmniej, że takie koty należy omijać szerokim łukiem – wręcz przeciwnie: one najbardziej nas potrzebują i zwykle są najwdzięczniejszymi towarzyszami, bo wiedzą jak wiele im pomogliśmy ***. Taki kotek, który np. w schronisku wygląda jakby to były ostatnie jego chwile na tym świecie, gdy znajdzie dom, w krótkim czasie potrafi znaleźć powód, żeby żyć i wtedy walczy z chorobą jak prawdziwy lew (ciałko małe, ale hart ducha ogromny) – w krótkim czasie staje się silnym, zdrowym kotem. Jak bardzo potrafią się przemienić koty, które znalazły dom, pokazuje np. Kalendarz KOTYliona pt. Na ratunek porzuconym (zdjęcia na końcu artykułu), gdzie pokazano kilka wybranych przypadków kotów, którym znalezienie domu pozwoliło wyzdrowieć (lub mocno poratować zdrowie), a opiekunom zyskać wspaniałego przyjaciela.

 *** sama mam właśnie takiego kota – warto było: dzisiaj jest pewnym siebie, zdrowym i – chyba – szczęśliwym kotem, który w najgorszy dzień potrafi poprawić humor trącając noskiem i mrucząc…

Którą opcję pozyskania kota wybrać?

Jeśli koniecznie chcemy kota danej rasy, to zdecydowanie należy wybrać kota z rodowodem od hodowcy (najlepiej wcześniej pogrzebać w sieci odnośnie opinii o hodowli – czasami pomoże nam to zaoszczędzić rozczarowań). Jeżeli wystarczy nam tylko mruczek, który będzie nam mruczał na dobranoc i swoją obecnością cieszył każdego dnia, a może być takim kocim kundelkiem, to warto brać kota z pkt. 1-5 (wersji z pkt. 6 nie polecam – nie wspierajmy bezdusznego wykorzystywania zwierząt i mnożenia ich na potęgę w momencie, gdy tyle zwierzaków nie ma domu). Dodatkowo dając dom kotu ze schroniska ratujemy niejednokrotnie jego życie – koty, które zostały wyrzucone z domu (czy to z racji znudzenia się, czy też bo opiekun umarł – jak to było w przypadku mojej Magnolii, a nowy nabywca pozbywa się zbędnych rzeczy i kot też jest dla niego jedną z nich), bardzo źle znoszą pobyt w schronisku w dużym skupisku kotów, gdzie nie ma szans, aby ktoś miał dla nich tyle czasu, ile człowiek miał dla nich wcześniej – często po kilku tygodniach zaczynają chorować (stres dla kota jest zabójczy) i w krótkim czasie umierają, bo po prostu się poddają i nie walczą o życie. Koty z fundacji czy domów tymczasowych również mocno potrzebują domów – szczególnie po to, aby zwolnić miejsce dla kolejnych potrzebujących, bo co roku ich pełno z powodu braku odpowiedzialności człowieka, który nie sterylizuje/kastruje kota i wypuszcza go na zewnątrz, przez co rodzą się kolejne bezdomne koty. Przed podjęciem decyzji warto też zapoznać się z tekstem Co wybrać: zakup czy adopcję?

Jak się przygotować na przybycie zwierzaka?

  1. Porozmawiać – o ile to możliwe – z naszym źródłem kota o potrzebach i ewentualnych chorobach zwierzaka, a także o tym, co lubił dotąd jeść, jakiego żwirku używał itp.; ponadto jeśli to kotek niewidomy, warto przeczytać Małe ABC o adopcji kotów niewidomych lub niedowidzących.
  2. Znaleźć lecznicę, która budzi nasze zaufanie (najlepiej dobrze wyposażoną z co najmniej jednym lekarzem weterynarii o specjalności „psy i koty”; Magnolia jest pod opieką lek. wet. Katarzyny Wojtyczki z kliniki w Katowicach-Giszowcu: świetny specjalista i miłośniczka kotów; gorąco też polecam lek. wet. Józefa Prokopa z Częstochowy /możliwe konsultacje telefoniczne i mailowe dla osób z daleka w trakcie trwania leczenia/, który jest również homeopatą – leczy metodami naturalnymi także koty niewyleczalne dla medycyny nowoczesnej) i porozmawiać o swoim przyszłym kocie pytając od razu o kilka porad (doświadczony weterynarz na podstawie informacji, których mu udzielimy, doradzi nam zarówno w zakresie żywienia, jak i opieki nad kotem) oraz umówić się na „przegląd kota” wraz z podstawowymi badaniami (morfologia + ew. rozmaz krwi, biochemia i ew. jonogram oraz test FeLV/FIV o ile nie mamy wyników z ostatniego miesiąca), podczas którego lekarz obejrzy dokładnie kota: ruchomość kończyn, stan oczu, uszu i zębów oraz poda stosowne zalecenia co do dalszego postępowania (w tym odrobaczenia i odpchlenia) – każdy lekarz udzieli orientacyjnej informacji o kosztach takiej wizyty, a w przypadku decyzji o adopcji kota przewlekle chorego – o przewidywanych kosztach miesięcznego leczenia, co pomoże nam ocenić, czy jesteśmy w stanie zadbać o kotka właściwie (koty potrafią się wylizać z chorób same, ale w naturze, a nie w naszych domach, gdzie mają bardzo nienaturalny tryb życia, nienaturalne jedzenie i brak dostępu do różnych substancji, które znalazłyby w naturze). Zwlekanie z taką wizytą może kosztować naszego zwierzaka życie, a nas wyrzuty sumienia na długie lata – o ile nie do końca życia; zawsze możemy zostać oszukani przez wydających do adopcji odnośnie tego, co mówią „na słowo”, bo nie da się bez badań stwierdzić, że kot jest zdrowy – wtedy jest tylko pewne prawdopodobieństwo. Ponadto dobrze jest od razu zapytać, jak wygląda wsparcie ze strony lekarza poza godzinami pracy (dyżur telefoniczny lub współpraca z lecznicą całodobową – kotek niestety może np. ulec wypadkowi nawet w domu i wtedy możemy potrzebować pomocy w bardzo krótkim czasie a nie np. za dwa dni).
  3. Zaopatrzyć się w karmę i żwirek (moje koty zawsze lubiły zbrylający drobnoziarnisty bentonitowy z naturalnej glinki, ale najlepiej użyć takiego, którego kotek używał dotąd, bo gwałtowna zmiana może się zakończyć sikaniem obok kuwety).
  4. Zakupić transporter lub ewentualnie torbę transportową albo plecak (co wybrać i dlaczego jest to takie ważne, dowiesz się z lektury tego tekstu), miski, kuwetę, coś do czesania i drapak (kot musi po czymś drapać, a do tego uwielbia się wspinać i skakać – drapak zwiększa szanse na ocalenie mebli i dywanów oraz większe zadowolenie kotka) plus ewentualnie jakieś zabawki. Dobrze jest też wysiać trawę oraz obowiązkowo – usunąć z domu rośliny toksyczne dla kota, które mogą spowodować jego śmierć – więcej informacji o roli trawy i szkodliwości niektórych roślin znajdziesz w tym wpisie; ponadto upewnić się, że nasz dom jest dla kota bezpieczny – kilka wskazówek znajdziesz tutaj.
  5. Zabezpieczyć okna i balkon: koty nie mają skrzydeł ani lęku wysokości – samobójcami może nie są, ale w naturze wchodzą na drzewa po korze, w którą mogą zaczepiać pazury i tak też schodzą, a do tego przy ewentualnym upadku z drzewa gałęzie dają im pewną amortyzację; nie potrafią wbić pazurów w stal, beton czy cegły – dlatego bardzo łatwo mogą wypaść z okna czy spaść próbując wskoczyć na poręcz na balkonie. Jeśli mieszkamy na parterze lub maksimum na pierwszym piętrze, a na dole jest trawa, taki skok przy odrobinie szczęścia nie zakończy się żadnym urazem, ale może zaowocować ucieczką zszokowanego kota, który się zgubi albo wpadnie pod samochód; jeśli upadek jest z większej wysokości, mamy spore szanse na niedowład tylnej części kota (ciągnie za sobą łapki, sika i robi kupę pod siebie), połamane łapki, zmasakrowany pyszczek; śpiący kot potrafi w sekundę zebrać się do pełnej gotowości, a w 3 sekundy już polować – myślisz, że zdążysz zauważyć na czas zapędy kota do skoku za lecącym ptakiem i go powstrzymać? Okna uchylne – nawet jeśli kotek nie wyjdzie – mogą być również śmiertelną pułapką, gdy kotkowi uda się wsadzić łepek za framugę – w końcu osłabnie i jego szyja zjedzie niżej, gdzie jest ciasno i kotek się po prostu udusi. Jeżeli masz nadal wątpliwości, przeczytaj Dlaczego zabezpieczenie okien jest takie ważne?