Dlaczego zabezpieczanie okien jest takie ważne?

Kiedy przegląda się strony fundacji adopcyjnych, kocie fora lub strony hodowli, można odnieść wrażenie, że wszyscy kociarze są ogarnięci obsesją siatek – siatki na drzwi, siatki na okna, ograniczniki, kraty… Powariowali czy jak? Po co robić z domu bunkier?

 

Takie kraty czy siatki w oknach to nic fajnego. Okno trudno umyć, widok nam zasłaniają… Taka gęsta siateczka to chociaż przed komarami latem ochroni, ale wieszanie tych rybackich sieci na balonach to zupełne dziwactwo. Chodzą Wam po głowie czasem takie myśli?

 

Zróbmy mały eksperyment. Chyba każdy kocha śmieszne kocie filmiku z sieci. Obejrzyjmy sobie taki jeden.

 

Uroczy prawda? Kochamy w kotach ich wdzięk i grację, ale totalnie rozczulają nas takie momenty kiedy nasz kot okazuje się być koncertową pierdołą.

 

Teraz uruchamiamy wyobraźnię. Obejrzyjmy filmik jeszcze raz. Za każdym razem kiedy kot będzie spadał ze stołu, krzesła lub fotela wyobraźmy sobie, że to parapet okienny lub barierka balkonu. Na 6 piętrze bloku. Zrobiło się jakby mniej zabawnie, prawda?

 

Kot to nie gołąb, nie fruwa

 

Wbrew powszechnej opinii, koty nie zawsze spadają na cztery łapy. To, czy upadek uda się im przeżyć zależy czystego przypadku.

 

Za umiejętność obracania się w locie odpowiada specjalna budowa ucha wewnętrznego. To ona jest w stanie przekazać mózgowi informacje na temat położenia głowy względem podłoża. Następnie ruch wykrywają włosy czuciowe. Trwa to wszystko niezwykle szybko i kot automatycznie zaczyna proces lądowania na czterech łapach.

 

Za ruch kota, pozwalający na obrócenie się w locie, odpowiada prawo fizyki zwane zasadą zachowania momentu pędu. Wyobraźmy sobie, że kot leci w pozycji plecowej – łapami do góry. Jeżeli skręci trochę w lewo łapy przednie, moment pędu będzie zachowany, jeżeli skręci łapy tylne tyle samo, ale w prawo. Kot jest jednak sprytny – przednie łapy ugina i dzięki temu skręca je bardziej, a prawe prostuje i dlatego skręca je mniej. Potem z kolei prostuje przednie i w skręca je w przeciwną stronę niż wcześniej, ale mniej. Tylne ugina i skręca też w przeciwną stronę, ale bardziej. Efektem tej skomplikowanej operacji jest to, że cały kot jest trochę skręcony względem pozycji wyjściowej. Wystarczy wykonać te same skręty jeszcze kilka razy i kot obróci się w całości – nogami w stronę podłoża. Dlatego paradoksalnie kot jest bezpieczniejszy spadając z czwartego piętra niż z drugiego.

 

Ląduje na „miękkich” łapach, co ma służyć amortyzacji uderzenia. Jednak przy dużym impecie nie wystarcza to często dla pełnego wygaszenia pędu, co kończy się uderzeniem o ziemię głową. Czasem kot waży za dużo , żeby zamortyzować upadek skutecznie.

 

Istnieje też poważne ryzyko, że kot podczas spadania zahaczy o coś wystającego z okien, czy balkonów poniżej (np. antenę). Nawet jeśli nie nadzieje się i nie umrze od razu, to nie ma szans przekręcić się i zamortyzować upadku.

 

Miejsce lądowania również jest bardzo ważne. Ziemia, trawa zwiększają szansę, podobnie jak i łagodzące upadek krzewy – chociaż z drugiej strony mogą one spowodować dodatkowe obrażenia zewnętrzne i wewnętrzne. Najgorsze jest podłoże twarde, jakie jak beton czy asfalt.

 

Czym grozi upadek?

 

Czasami okoliczności upadku są tak dramatyczne, że kot ma szczęście, jeśli zginie na miejscu. Często zwierzę kona godzinami pod blokiem, albo chowa się w jakiś zakamarek, gdzie jego męczarnia trwa aż do bolesnej śmierci.

 

Cytując doktora Piotra Dąbrowskiego, doświadczonego weterynarza:

 

„Najczęstsze obrażenia to: obrażenia układu kostnego u kotów, otwarte złamania łap z przemieszczeniami, ciężkie obrażenia narządów wewnętrznych, złamania żuchwy, otarcia albo rany skóry, żuchwy, połamane szczęki, wybite zęby. W poważniejszych przypadkach może dojść do uszkodzenia lusterka nosowego oraz krwotoku z jamy nosowej, złamania szczęki i kości nosowej.

 

Inne możliwe obrażenia, już nie tylko głowy, to częste stosunkowo złamania kości udowych (nawet obustronne) oraz uszkodzenia stawów kolanowych (układu więzadłowego i łąkotki). O ile w pierwszym przypadku leczenie jest stosunkowo „łatwe” i trwa tylko około 4-5 tygodni, przy urazach stawu kolanowego (najbardziej złożonego stawu w organizmie) kuracja jest o wiele trudniejsza i sprowadza się zwykle do leczenia zachowawczego, które nie przynosi stuprocentowego powrotu do zdrowia.

 

Najcięższymi obrażeniami układu kostnego u kotów, którym udaje się przeżyć sam upadek, są urazy kręgosłupa, przy których rokowania są z reguły niepomyślne, w związku z czym nie podejmuje się leczenia. Oznacza to, że zwierzę trzeba po prostu uśpić.

 

Możliwe są też obrażenia wewnętrzne (poza kostno-stawowymi). Należy do nich pęknięcie miąższu wątroby – pozornie bezobjawowe, po kilku, kilkunastu godzinach prowadzi zwykle do śmierci spowodowanej przez powolny krwotok. Poza tym dochodzi również niekiedy do uszkodzenia śledziony, pęcherza moczowego oraz nerek.”

 

Tutaj możemy przeczytać historię leczenia kotki, która wypadła z 7 piętra.

 

Zabójcze okna

 

Poza upadkami z okien na kota w naszym domu czeka jeszcze jedno zagrożenie. Okna uchylne – chociaż są bardzo wygodne w użyciu, mogą w swojej „fabrycznej” postaci stać się dla kota groźną, a czasem nawet śmiertelną pułapką.

 

Próba skoku kota na górną ramę takiego okna potrafi skończyć się wypadnięciem na zewnątrz albo zaklinowaniem kota. Kot zawisa swoim ciężarem w szczelinie, często za głowę. To śmierć przez powieszenie, jak na szubienicy. Powolna i bolesna. Z takiej pułapki zwierzak nie ma prawie żadnych szans ucieczki. Niemal każdy z nas zna kogoś, kto w ten sposób stracił kota. Szkoda ryzykować…

 

Zróbmy w domu bunkier

 

Możecie zapomnieć o hasłach takich jak „ja kota dopilnuję”, „mój kot nie skoczy, bo jest mądry” „zawsze chodził po balkonie i nic mu się nie stało”. Kot ma poziom świadomości małego dziecka. To my jesteśmy odpowiedzialni za jego bezpieczeństwo. Warto pamiętać o tym, że koty nie umieją latać, zanim wydarzy się tragedia.

 

Zanim nabyłam tą wiedzę, wypuściłam swojego kota na balkon na pierwszym piętrze. „Przecież to niewysoko” myślałam. Kot był młody i głupiutki. Namierzył się, ocenił odległość… i wyskoczył. Niestety jego ocena okazała się błędna. Szczęśliwie dla nas skończyło się „tylko” na zwichnięciu łapy. Ale ja lekcję wyniosłam na całe życie. Paradoksalnie wcale nie mam osiatkowanego balkonu ani okien. Wybraliśmy ograniczniki. Balkonu nie da się zabezpieczyć, ale płacę za to cenę – nigdy z niego nie korzystam, nie zostawiam otwartych drzwi, koty nie mają tam prawa wstępu, nawet na chwilę, nawet na momencik. Wiem jedno – kiedy będę zmieniać mieszkanie, jednym z kryteriów wyboru będzie duży balkon, który będzie można po wariacku osiatkować w całości!

Ewelina (elianka) Oszmian

Zawodowo dziennikarka i copywriterka. Prywatnie od 15 lat kocia współlokatorka. Koty i książki to jej dwie największe pasje.