Transport kota – kilka wskazówek

Kot w transporterze

Czasami musimy gdzieś udać się z kotem – nie tylko do lekarza weterynarii, ale też na przykład na urlop czy w delegację. Powstaje problem jak się za to zabrać, żeby było bezpiecznie dla kota, ale też dla nas (nawet mały kotek biegający luzem po samochodzie może doprowadzić do śmiertelnego wypadku).

Rozważymy tu kilka metod transportu:

  • podróż samochodem (w tym taxi),
  • jazda komunikacją miejską,
  • chodzenie pieszo.

 

Zacznijmy od tego, że transportowanie kota na rękach jest najgorszym wyjściem ze wszystkich możliwych (nawet jeśli jest owinięty w ręcznik). Dlaczego? Jeśli idziemy nawet na drugą stronę ulicy z kotem, to wystarczy klakson czy szczeknięcie psa, a przerażony kot staje się niesamowicie silny i szybki – bardzo trudno go utrzymać i może się to zakończyć długim szukaniem kotka (o ile wcześniej nie wpadnie pod samochód lub nie zostanie zagryziony przez psy). Poza tym zawsze jest ryzyko, że się potkniemy – w najlepszym wypadku kotek wypadnie z rąk i będziemy go szukać, a trochę gorszym – upadniemy na kotka (nie trzeba jakieś super wyobraźni, żeby zgadnąć, jak zniesie kilka kg kota nasze kilkadziesiąt kg upadające na niego). Dlatego nigdy nie chodzimy z kotem na rękach poza domem, absolutne minimum bezpieczeństwa to szelki (aczkolwiek i one są ryzykowne w miejscu, gdzie jest duży ruch i hałas).

Transporter dla kotaRównież trzymanie kota na kolanach w samochodzie czy komunikacji miejskiej jest bardzo niebezpieczne dla kota (wystarczy jakieś mocniejsze szarpnięcie czy lekkie zderzenie, a kot wypadnie z rąk – przy silniejszym uderzeniu poleci jak pocisk). Tak samo nie polecam szelek do transportu w samochodzie (są takie w sprzedaży – podobnie jak podkładki do transportu dzieci, ale ich skuteczność w razie wypadku jest co najmniej mocno dyskusyjna – polecam rodzicom lekturę tego z naciskiem na sekcję Trzeci fotelik jak najdłużej). Rzeczą, której nie wolno robić pod żadnym pozorem jest puszczanie kota luzem w samochodzie podczas jazdy – po pierwsze nawet przy lekkim uderzeniu kot poleci jak bezwładna szmatka uderzając o twarde elementy samochodu, co w najlepszym przypadku zakończy się stłuczeniami (ale to przy naprawdę dużym szczęściu – bardziej prawdopodobne są silne urazy, w szczególności kręgosłupa i głowy), a po drugie kotek potrafi w najmniej odpowiednim momencie zasłonić kierowcy pole widzenia – czy to wskakując na podszybie przed nos kierowcy, czy też wskakując mu na głowę i zasłaniając oczy.

Jakie jest najlepsze rozwiązanie? Solidny transporter z elementami pozwalającymi na przewleczenie pasa bezpieczeństwa (zwykle są to transportery z tworzyw sztucznych lub zamykane kosze wiklinowe, choć te drugie są zwykle mniej praktyczne i bez elementów do przewleczenia pasa – trzeba na to zwracać uwagę przy wyborze konkretnego modelu). Najwygodniejsze są transportery otwierane zarówno od przodu, jak i od góry. Kilka ważnych uwag:

  • transporter musi być dopasowany do rozmiaru kota – za mały uniemożliwi mu obrócenie się (przy podróży trwającej więcej niż kilka minut będzie to dla kota koszmarem), a za duży nie spełni dobrze swojej roli, bo w razie wypadku kot będzie w nim „latał” jak kulka w grzechotce i dozna urazów, których można by uniknąć,
  • transporter musi być w samochodzie zapięty pasami bezpieczeństwa – trzymany na kolanach czy ułożony na podłodze w razie dachowania nie spełni odpowiednio swojej roli (aczkolwiek i tak będzie lepiej niż jakby kot był poza transporterem),
  • na dno transportera dobrze jest położyć np. ręczniki frotowe, żeby kot miał miękko; można też dać np. ręczniki papierowe, a przy dłuższej podróży – podkłady higieniczne dla niemowląt (np. Seni Soft do kupienia w niektórych marketach, aptekach i sklepach medycznych),
  • w szczególnie wietrzne i mroźne dni, gdy transportujemy przeziębionego kota, dobrze na czas przejścia do pojazdu okryć z wierzchu transporter (są specjalne pokrowce, ale można też użyć koca czy większego ręcznika),
  • w upalne dni w przypadku podróży nieklimatyzowanym środkiem transportu dobrze jest na dno transportera włożyć wkłady (schłodzone) do lodówek turystycznych owinięte w ręcznik lub chociaż wilgotny ręcznik (oczywiście lepiej by było na górę, ale technicznie jest do dość trudne) – koty się nie pocą poza drobnymi fragmentami ciała (uszy, poduszki łap), a chłodzą się kładąc się na zimnym podłożu; jeżeli będziemy trzymali kota w rozgrzanym samochodzie, to już po kilku minutach zacznie ziać – o ile dla psa to w miarę normalne, u kota oznacza, że jest już bardzo źle i jeśli nic z tym nie zrobimy, kot może uznać poważnego uszczerbku na zdrowiu lub wręcz stracić życie.

 

Magnolia w transporterzeJeżeli podróżujemy komunikacją miejską, to zwykle nie mamy możliwości zapięcia transportera w pasy, a do tego transporter jest dość ciężki – wtedy dobrym rozwiązaniem jest torba transportowa lub plecak do transportu kotów (warto zwrócić uwagę, żeby był oznaczony jako dla kotów). Nie jest to rozwiązanie tak bezpieczne jak transporter, ale na pewno zdecydowanie lepsze niż noszenie kota na rękach czy prowadzenie na smyczy.

Wiele osób mówi, że przecież tyle razy szli czy jechali z kotem na rękach i nic się nie stało… to mniej więcej jak z wyprzedzaniem na trzeciego pod górę na podwójnej ciągłej czy z jazdą po alkoholu – kilka razy może się udać, ale to kwestia czasu jak dojdzie do tragedii – i później jest płacz, a kot płaci za to utratą życia lub trwałym kalectwem. Dlatego zainwestujmy w dobry transporter – chociaż jeden, bo może być w każdej chwili potrzebny, a pożyczanie go w środku nocy, gdy trzeba jechać z kotem na dyżur do lecznicy, bywa dość kłopotliwe.

 

Warto wiedzieć: na chwilę obecną wielu przewoźników kolejowych nie pobiera opłat za przewóz kota pod warunkiem, że jest on trzymany w transporterze – o szczegóły należy pytać u konkretnego przewoźnika lub sprawdzać w regulaminie świadczenia usług transportowych. Ponadto wiele kotów lepiej znosi podróż pociągiem (nie podskakuje na dziurach, a my możemy się zajmować kotem a nie patrzeniem na drogę).

 

Koty zwykle nie lubią podróży (choć zdarzają się wyjątki). Jak przygotować kota do podróży, żeby była mniej uciążliwa dla kota, ale też  i dla nas też, bo „śpiewający” całą drogę próbujący wydostać się z transportera kot jest naprawdę męczący – szczególnie jeśli sami prowadzimy samochód (brak koncentracji lub – o zgrozo – patrzenie na kota zamiast na drogę bardzo łatwo może doprowadzić do wypadku)?

Na początek futrzaka dobrze jest stopniowo oswajać z „więzieniem” – transporter Magnolii (i torba też) cały czas stoją dostępne dla niej (transporter na szafie, torba na podłodze) służąc za dwa dodatkowe schowki, gdzie może ukryć się przed światem – to pozwala jej oswoić się z nimi i zostawić na nich swoje ślady zapachowe. Jeżeli podróż ma się odbywać samochodem, dobrze jest zaczynać od posiedzenia z kotem kilka minut w samochodzie (z wyłączonym silnikiem); można wtedy też (przy zamkniętych oknach) kota wypuścić, żeby obejrzał nowe miejsce i obwąchał. Kolejnego dnia włączamy na chwilę silnik; następnego dodajemy kilka km jazdy. I tak stopniowo oswajamy kota z podróżami – pozwoli to nieco go oswoić z podróżami (aczkolwiek kilka pierwszych wycieczek może być ciężkie – sporo tu zależy od kota, bo Magnolia uwielbia wydzierać się w niebo głosy całą drogę, a Mokate zasypiała po jakichś 10 minutach i budziła się dopiero na miejscu).

Czasami – szczególnie przy dłuższej podróży – potrzebne są środki uspokajające (a nawet przeciwwymiotne) – sami możemy zastosować obróżkę behawioralną (feromonową); odnośnie leków uspokajających (nawet tych ziołowych) zalecana jest konsultacja z weterynarzem – czasami leki, które normalnie kota uspokajają, podczas podróży potrafią zadziałać odwrotnie.

/GP