Nie wyrzucaj kota z powodu własnej niewiedzy

Kot, który się boi Nieraz słyszy się o kocie złośliwym, wrednym, fałszywym, niegrzecznym… do tego dochodzą mity o alergii, grzybicach i ogromnym ryzyku dla kobiety w ciąży.

Kot, który zostanie tak oceniony często trafia na ulicę – wyrzucony jak śmieć; jeśli ma trochę szczęścia, znajdą go jacyś dobrzy ludzie i się nim zaopiekują; jeśli ma mniej szczęścia, często nie przeżyje pierwszej zimy… zaskakujące? Kolejne stwierdzenie dalekie od rzeczywistości pt. „kot sobie poradzi” – nie każdy, nie zawsze i nie wszędzie.

Rozprawimy się dzisiaj z kilkoma mitami o paskudnych kotach, a raczej… o niewiedzy ludzi na temat kotów i powtarzaniu teorii na miarę „Ziemia jest płaska i znajduje się w centrum układu słonecznego”.

 

Kot z wylizanym futrem na brzuchuTo przestraszone stworzenie na zdjęciu powyżej to moja Magnolia, gdy trafiła do schroniska – bała się wszystkich i wszystkiego. Większość czasu, gdy tam przebywała, spędziła na fotelu pod narzutą w boksie kociarni: bardzo mało jadła i unikała kontaktu ze wszystkimi. Gdy do mnie przyjechała, to zwiała pod łóżko – siedziała tam i jak wyszłam z pokoju, to zapuściła się do kuwety… i znowu hyc pod łóżko. Nawet miseczkę z jedzeniem trzeba było tam dać, bo bała się wyjść. Kilka dni później zaczęła się nieco ośmielać i na chwilę wychodzić. Na zdjęciu po prawej widać jej goły brzuch (łysy, ze strupkami) – koty często tak właśnie odreagowują stres. Ale nie tylko tak – czasami ze strachu lub z powodu frustracji mogą sikać poza kuwetą (tutaj przeczytasz o kilku powodach problemów z kocią kuwetą; kilka ważnych spraw związanych z tym zjawiskiem oraz metod naprawy sytuacji, opisano też w art. pt. Mój kot sika gdzie popadnie…), a także może ugryźć lub podrapać. Sporo ciekawych informacji o agresji u kotów można przeczytać w tym opracowaniu.

 

Kot nie atakuje jak pies szkolony do walki – dla kota konfrontacja z człowiekiem to ostateczność i unika tego jak może. Dopiero gdy poczuje się zagrożony i nie widzi możliwości ucieczki, zaczyna się bronić tym, czym może. Długotrwały stres jest dla kota zabójczy – zwierzak może przestać jeść, a do tego zacząć chorować z racji silnego spadku odporności. Może też wyłysieć ze stresu (tzw. łysienie psychogenne), które zobaczyłam na własne oczy.

Kot tracący futro ze stresu Gdzie? Na mojej Magnolii. To kot, który sporo przeszedł (na zdjęciu obok widać łyse miejsca – a to był początek łysienia; lek. wet. stwierdziła, że wygląda jak łysy szczur i załamywała ręce): ma na przykład źle zrośnięte złamanie nosa z przemieszczeniem (wg lek. wet. ze sporym prawdopodobieństwem efekt spotkania z ludzkim butem), straciła opiekuna a jako jedynaczka nie umiała odnaleźć się w schronisku (widać, że ktoś o nią dbał, bo do schroniska trafiła z pięknym gęstym lśniącym futrem), później na chwilę do domu tymczasowego (to był jedyny ratunek, bo w schronisku ze stresu przestawała już jeść) i w końcu przeprowadzka do mnie już na stałe: na jednego kota to bardzo dużo – szczególnie, że ma ok. 5-6lat, więc nie przystosowuje się do wszystkiego tak łatwo jak małe kocię.

Czy mnie ugryzła? Tak – palec przedziurawiony na wylot był tylko raz, ale kilka mniejszych ugryzień też się zdarzyło. Czy podrapała? Nieraz. Czy każdy kot może ugryźć i podrapać? TAK – każdy kot może ugryźć i podrapać jeśli poczuje się zagrożony (np. podczas podawanie mu tabletki). Różnica jest tylko w tym, że kot, który doznał ze strony człowieka wielu krzywd, łatwiej wpada w stan przerażenia i panikuje – broni się wtedy jak tylko potrafi. Jeśli chcesz mieć pewność, że kot Cię nie ugryzie i nie podrapie, to po prostu unikaj kotów i nigdy żadnego nie bierz do domu – innego sposobu nie ma (poza trwałym okaleczeniem zwierzęcia zagrożonym odpowiednią karą przewidzianą w polskim prawie).

 

Co z tym można zrobić, aby kot poczuł się z nami dobrze, zaufał i przestał być „problematyczny”? Przede wszystkim trzeba być cierpliwym i wyrozumiałym. Koty nie mają wyobraźni abstrakcyjnej jak ludzie; nie są też złośliwe – to brak wiedzy o tych wspaniałych zwierzętach sprawia, że ludzie przypisują im motywacje i zachowania właściwe ludziom. To, co ludzie określają jako złośliwość kota najczęściej jest albo strachem lub frustracją, albo… chorobą! Często posikiwanie poza kuwetą jest objawem problemów z pęcherzem moczowym lub nerkami – nie można do kota mieć pretensji o to, że jest chory: jemu trzeba pomóc. W końcu biorąc do domu zwierzątko stajemy się za nie w pełni odpowiedzialni – jak za dziecko: jego też nie wyrzucamy czy nie wymieniamy na inne, bo jest chore czy zestresowane tylko z nim pracujemy (nieraz z pomocą specjalisty) w celu naprawy sytuacji.

Wypoczynek kota Czy to daje efekty? Na zdjęciu po prawej jest Magnolia – tak wygląda teraz: piękne futro i zrelaksowana pozycja. Pół roku wystarczyło, żeby u tego kota odbudować zaufanie do Jej Nowego Człowieka (obcych boi się nadal panicznie, ale innych domowników całkiem dobrze znosi i pozwala się głaskać); czasami to trwa nawet kilka lat; a czasami kot już na zawsze będzie bał się ludzkiej ręki (polecam lekturę Dlaczego mój kot nie jest pieszczotliwy). Jak osiągnąć taką przemianę? Trzeba kota zaakceptować takim jakim jest, dać mu czas i nie naciskać w niczym; nie karcić i nie krzyczeć – kot, na którym stosuje się przemoc (także w formie krzyku) zamyka się coraz bardziej, poziom stresu i frustracji rośnie – i jest coraz gorzej. Tutaj pozwolę sobie zacytować słowa Roya Huntera, które dotyczą psa, ale dla kota nadają się równie dobrze:

To OCZYWISTE, że TRZEBA karcić!
Ja najbardziej lubię używać do tego gazety zwiniętej w rolkę. Najlepiej jak gazety leżą w różnych miejscach w domu, bo wtedy szybko weźmiemy ją do ręki jak pies zrobi coś nie tak.
Więc następnym razem Twój pies zrobi coś nie tak, albo nie będzie Ciebie słuchał, weź szybko gazetę i uderz się parę razy w głowę mówiąc: Kiepski nauczyciel, kiepski nauczyciel, kiepski…

Krzyczenie na kota czy inna przemoc (np. chlapanie wodą czy – o zgrozo – przemoc fizyczna w postaci uderzenia zwierzaka) nie pomaga w budowaniu dobrych relacji ze zwierzakiem, a zdecydowanie pogarsza sytuację, czasami tak bardzo, że już nie da się jej naprawić nawet z pomocą fachowca – jeśli czujemy się sfrustrowani, nie odreagowujmy tego na słabszym!!! Od tego są np. ćwiczenia na siłowni.

 

Z kotem trzeba pracować – przede wszystkim należy zmniejszać jego stres (kilka wskazówek jak to zrobić oraz jak działa kocia psychika, znajdziesz w tym materiale). Ponadto zanim zwalimy wszystkie zachowania na stres (w szczególności apatię, ataki agresji czy sikanie poza kuwetą) koniecznie należy odwiedzić lekarza weterynarii ze swoim pupilem, aby wykluczyć fizyczne przyczyny danego zachowania – niejednokrotnie kot ugryzie, bo dotkniemy go np. w obrzękniętą wątrobę czy nerkę. Koty nauczyły się dobrze ukrywać objawy choroby, żeby przetrwać w naturze – tam słabszy staje się łatwym celem ataku, dlatego jak długo mogą udają, że są silne i zdrowe (dlatego tak ważne są okresowe badania kontrolne).

 

We wstępie wspomniałam o alergii (zostanie jej poświęcony osobny wpis) – jest ona często podawana jako powód oddania kota. Tyle, że jeśli to jest uczulenie tylko na kocią ślinę (potocznie mówi się o uczuleniu na sierść), to zwykle mija samoistnie po około dwóch tygodniach kontaktu z kotem. Znacznie częściej „alergia na kota” tak naprawdę jest alergią np. na roztocza kurzu (kocia ślina wywołuje słabszą reakcję niż roztocza, ale czasami to właśnie jest ta kropla, która przelewa czarę goryczy). Dlatego zanim pozbędziesz się kota, upewnij się, że nie masz uczulenia na roztocza i daj szansę swojemu organizmowi odczulić się. Jeśli to nie pomoże, udaj się do alergologa po pomoc. Alergia jest zwykle tylko wygodną wymówką – często w sytuacji, gdy kot był najlepszym przyjacielem, ale… znalazł się nowy „przyjaciel” płci przeciwnej nie lubiący kotów z „alergią” (czasami nawet nie tyle nie lubi kotów, co najbardziej kocha swoje meble, dywany i bibeloty ułożone w idealnym porządku). Tylko jeśli teraz oczekuje od Ciebie pozbycia się przyjaciela, to co będzie następne?

 

Następny temat – grzybica: można złapać ją od różnych zwierząt, a także i ludzi – wystarczy naprawdę niewiele. I nie musi to być zwierzę lub człowiek, który choruje – zarodniki grzybów u wielu osobników nie powodują choroby, ale bytują na skórze. Dlaczego więc niektórzy zarażają się od zwierząt? I tu jest kluczowy problem: odporność własna organizmu. To jej brak jest problemem – jest to o tyle niebezpieczne, że niska odporność sprawia, że nawet zwykła grypa może okazać się śmiertelna. A przyczyn niskiej odporności jest wiele – wśród nich nadużywanie antybiotyków, leków przeciwzapalnych i przeciwgorączkowych (tak, dopiero podniesiona temperatura powoduje produkcję niektórych substancji pozwalających walczyć organizmowi z intruzami), a także niedobór snu i mnóstwo stresów oraz brak ruchu i nieodpowiednia dieta.

 

Kolejny najczęstszy (oprócz wspomnianego sikania poza kuwetą i agresji oraz alergii) to zajście kobiety w ciążę i straszenie przez lekarzy toksokarozą oraz toksoplazmozą. Nie tak łatwo się nią zarazić od kota o ile sprząta się kuwetę łopatką, a nie gołą ręką i ręce myje (można dodatkowo ubierać rękawiczki lateksowe) – znacznie łatwiej z niedomytych warzyw i owoców, surowego mięsa; nie trzeba zjeść – wystarczy dotknąć brudne owoce gołą ręką przy przekładaniu do lodówki i później bez umycia rąk zjeść ciasteczko przenosząc z rąk jaja glist na ciasteczko. O kocie i kobiecie w ciąży warto przeczytać np. w tym miejscu.

 

WAŻNE ! Jeśli już masz z jakiegoś powodu sytuację taką, że jednak zdecydujesz się pozbyć kota, NIGDY nie wyrzucaj zwierzaka na ulicę – spróbuj znaleźć mu dom (pomocne są tu różne serwisy, gdzie można umieszczać ogłoszenia czy np. tworzenie wydarzeń na Facebooku, a nawet ogłoszenia w osiedlowym sklepie); jeśli nie wiesz jak to zrobić, zwróć się o poradę do fundacji czy stowarzyszenia pro zwierzęcego. Jeśli masz kota adoptowanego ze schroniska czy z jakiejś organizacji, najczęściej w umowie jest zapisane, że nie wyrzucisz zwierzęcia na ulicę i w razie niemożności sprawowania opieki nad nim, przekażesz z powrotem – to i tak lepsze niż wyrzucenie na ulicę. Nawet jeśli to zwierzę przygarnięte przez zmarłego członka rodziny a nie przez Ciebie, a nie chcesz się nim dalej opiekować choćby z racji, że był ukochanym stworzeniem dla bliskiej Ci osoby, to pomóż mu choć na tyle, żeby nie skazywać go na śmierć na ulicy. Wprawdzie wiele takich kotów, które tracą i opiekuna, i dom w schroniskach też umiera z rozpaczy (nie potrafią znieść tego, że miały swój dom, swojego człowieka i swoje kolanka oraz rękę, która zawsze głaskała, a teraz są w miejscu, gdzie są dziesiątki lub nawet setki innych kotów, klatki i zabiegani ludzie, którzy muszą swój czas podzielić między tak wiele stworzeń), ale nawet tam – w schronisku – mają i tak zdecydowanie większe szanse niż na ulicy czy w piwnicy, skąd nieraz po czasie są zabierane do schronisk, tyle że wygłodzone i ciężko chore – wtedy często bez szans na dożycie momentu, gdy ktoś je wypatrzy i przygarnie.

 

Kot, który już mieszkał w domu, zwykle nie umie sobie poradzić na ulicy – nie skazuj go na śmierć z głodu czy pod kołami samochodu lub zadręczenie przez zwyrodnialców albo na zamarznięcie pierwszej zimy. Daj mu szansę na inny dom! Ale przede wszystkim zastanów się milion razy, czy naprawdę nie ma wyjścia i nic nie da się zrobić, by oszczędzić kotu utraty dotychczasowego domu, czy też to tylko zwykłe egoistyczne pójście na łatwiznę – z każdej sytuacji jest jakieś wyjście, a wielu „zwierzolubów” chętnie doradzi Ci i podpowie, gdzie i jaką pomoc uzyskać.

 

Biorąc zwierzę do domu,

zobowiązujemy się do opieki nad nim

i stajemy się w pełni odpowiedzialni za nie.

 

To nie jest towar ze sklepowej półki, który wymienia się na inny czy zwraca tak po prostu – koty to żywe stworzenia, które czują; dla kota utrata opiekuna to czasami tak traumatyczne przeżycie, że się załamuje, przestaje jeść, zaczyna chorować i umiera… umiera, bo człowiek go zawiódł, choć obiecał… dla niego to czasami wyrok; kot jest od nas zależny jak dziecko – on Cię potrzebuje, a biorąc go dajesz mu nadzieję, że teraz już będzie miał dom i człowieka, który o niego będzie dbał – pamiętaj o tym!

Dlatego zanim zdecydujesz, że jednak nie chcesz już Twojego kota, zastanów się… zastanów się mocno i spróbuj wyobrazić sobie jak to jest, gdy ktoś robi Ci nadzieję, że mu zależy i że będzie dobrze, a później przy byle okazji dla własnej wygody kopie Ci w tyłek, zamiast się wysilić. Kot też ma uczucia… i przywiązuje się do ludzi – to nie jest tak, że wystarczy mu dach nad głową i miska – choć to nie jest zwierzę stadne, to zmiany opiekuna przeżywa bardzo mocno.

I na koniec: jeśli chcesz mieć zwierzę, które można ułożyć – weź psa o ile jesteś w stanie zaakceptować, że też może nic być do końca zgodnie z oczekiwaniami. Jeśli chcesz mieć maskotkę idealnie dopasowaną do oczekiwań, kup jedną z zabawek dostępnych w sklepach: też miękka, też ma futerko, wydaje dźwięki, ale nie czuje – nie będziesz w stanie jej skrzywdzić przez swój brak szacunku od odrębności innej istoty. Kot nie jest zwierzęciem dla każdego – zanim przygarnie się kota, wypadałoby przeczytać chociaż ten krótki tekst i przemyśleć.

/GP