Kot potrzebuje trawy – rośliny toksyczne dla kota

trawa Kot potrzebuje trawy – powinna ona być dostępna dla niego cały czas. Najlepiej jest wysiać jęczmień, bo ma delikatne źdźbła – może to być taki ze sklepów zoologicznych lub z innego źródła, ale musimy być pewni, że nie jest niczym konserwowany ani nie zawiera jakichś chemikaliów. Druga opcja to zakup papirusa (cibora) sprzedawanego jako „kocia trawa” (and. cat grass) i jest to gatunek Ciperus Zumula lub Ciperus Cyperoides.  Ma on twardsze włókna, więc bardziej wrażliwym kotom może podrażniać żołądek. W niektórych miejscach można znaleźć informacje, że Zumula/Kocia Trawa to jest to samo, co cibora zmienna (łac. Cyperus alternifolius) – jest to nieprawdą, gdyż Cyperus alternifolius – ang. Umbrella Plant – to zupełnie inny gatunek, który może powodować dość silne wymioty u kotów. To kolejny powód, dla którego lepiej jednak wysiać jęczmień (najprostsza jest hodowla Gimpet-Hy Grass, gdzie dostajemy opakowanie już z hydrożelem). Trawa „z ulicy” może być skażona chemikaliami, odchodami zwierząt (czasami zawierają jaja robaków) i in., dlatego staramy się jej unikać.

 

WAŻNE: papirusy (i kilka innych roślin) potrafią pochłaniać toksyny z powietrza, dlatego nie powinny stać w zadymionym pomieszczeniu, jeśli mają służyć naszemu futrzakowi, gdyż zjedzenie z założenia bezpiecznej rośliny może zakończyć się zatruciem kota substancjami szkodliwymi zawartymi w dymie.

 

Dlaczego trawa jest dla kotów taka ważna? Ponieważ pomaga im oczyszczać przewód pokarmowy z zalegających tam włosów. Kot, gdy zbierze mu się kupka kłaków wylizanych z futra (pilobezoar) zjada trawę i zwraca je – to najbardziej naturalny sposób pozbywania się pochłanianych podczas mycia włosów (kot pochłania ich sporo, gdyż umieszczone na języku haczyki uniemożliwiają mu ich wyplucie). Coś takiego ma zwykle miejsce co 2-3 miesiące (chyba, że mamy kotka świeżo adoptowanego, który nie miał dostępu do trawy ani w żaden inny sposób nie dbano o to, aby się nie zakłaczył – wtedy może się to dziać częściej). Zwracana wypluwka to wałeczek przypominający filc. W jaki inny sposób można pomóc kotu w usuwaniu kłaków? Na rynku dostępne są pasty zawierające słód zmiękczający włosy oraz substancje poślizgowe w formie past (np. Malt Soft lub Bezo-Pet) oraz chrupki lub przysmaki przeciw zakłaczeniu (anti-hairball) – nie jest to tak naturalne jak używanie trawy i wymioty, ale na pewno lepsze niż nic; czasami kłaki przepychane dalej w przewodzie pokarmowym potrafią zatkać jelita – wtedy konieczna jest pomoc lekarza weterynarii, który może podać specjalną parafinę bez dodatków, zastosować  lewatywę lub – w skrajnych przypadkach – chirurgicznie oczyścić jelita.  Ponadto dobrze jest kota wyczesywać (szczególnie koty o długim lub gęstym futrze) oraz często trzepać legowiska i odkurzać dywany. Zakłaczenie, jeśli nie pomożemy kotu na czas, może kosztować naszego mruczka życie. Jakie są objawy takiego stanu? Kot ma mniejszy apetyt (to może być objaw także wielu chorób, więc nigdy nie może być lekceważony), może pokasływać (czasami brane to jest za astmę), nieraz w kale widać odrobinę krwi, bo włosy podrażniają wyściółkę żołądka i jelita. Każdy taki przypadek dobrze jest skonsultować z lekarzem weterynarii. Oczywiście najlepiej do takiej sytuacji nie dopuścić.

 

Drugim powodem, dla którego kot powinien mieć dostęp do trawy jest taki, że jeżeli kotu coś „leży na żołądku” lub ma mdłości z innego powodu (np. problemy z nerkami i powodowany tym wyoksi poziom mocznika) albo wręcz czymś się podtruł lub połknął jakiś przedmiot, to będzie próbował skubać trawę, żeby wywołać wymioty – jeżeli nie będzie miał dostępu do trawy, może zacząć podskubywać inne rośliny, a także próbować zjadać nitki, sznurki i inne przedmioty przypominające trawę w celu wywołania wymiotów (czym zwykle jeszcze tylko pogorszy sprawę). Dlatego jeśli kot zaczyna skubać trawę, a nie widać w wymiotach kłaków i powtarza się to, dobrze jest udać się do weterynarza i poprosić o obejrzenie kotka oraz podstawowe badania (morfologia, biochemia, badanie kału). Moja kotka tak miała – jadła trawę i nie zwracała pilobezoarów (czasami kilka kudełków) – po udaniu się do lekarza i obejrzeniu kału pod mikroskopem okazało się, że miała kokcydia z rodzaju isospora: coś, co bardzo powoli niszczy jelita (czasami doprowadzając np. do anemii z racji upośledzenia wchłaniania), a przy osłabieniu odporności (np. z powodu jakiejś choroby) potrafi kota nawet zabić. Leczenie było krótkie i tanie (jednorazowe podanie leku) – zlekceważenie tego objawu (i brak trawy) mógł kosztować mojego kota życie. Pasty odkłaczające rozwiązują (zwykle) problem zakłaczenia, ale nie pomagają ani trochę w przypadku chęci wywołania wymiotów przez kota z innego powodu – wtedy zacznie interesować się naszymi roślinami – także tymi, które mogą mu zaszkodzić, bo niektóre z nich są dla kota toksyczne – o tym za chwilę. Dlatego nawet jeśli stosujemy pasty odkłaczajace, dobrze jest kotu zapewnić dostęp do trawy.

 

Trawa dodatkowo podczas odgryzania przez koty dostarcza im małych ilości minerałów i kwasu foliowego (koty nie potrafią żuć, żeby dużo soku wydobyć), może działać odstresowująco (jak dla nas guma do żucia). Ponadto trawa przechodząc przez układ pokarmowy kota ułatwia przesuwanie treści pokarmowej w jelitach i je oczyszcza – wychodzi w stanie takim w jakim została odgryziona (nadal zielona, w jednym kawałku, nie strawiona – bo koty nie trawią roślin, o ile się ich nie przetworzy w jakiś sposób).

 

Rośliny toksyczne dla kotów

Skrzydłokwiat - fot. Jan PrzeradzkiW Internecie można znaleźć sporo wykazów roślin toksycznych dla kotów – np. tutaj (wraz z informacjami o stopniu toksyczności). Niektóre rośliny spowodują tylko gwałtowniejsze wymioty (długotrwałe powtarzające się są niebezpieczne – kot podobnie jak niemowlę, bardzo szybko się odwadnia), a niektóre – jak widoczny na zdjęciu obok skrzydłokwiat – mogą kota – podobnie jak małe dziecko – zabić w ciągu kilku lub kilkudziesięciu godzin (o objawach zatrucia – nie tylko roślinami – oraz innych trujących substancjach używanych przez nas w domu sporo informacji można znaleźć w tym miejscu). Sama maiłam takie cztery rośliny – hodowane lata, piękne i duże, ale zanim przywiozłam do siebie Mokate (mój pierwszy kot), niestety musiałam się z nimi rozstać, bo ryzyko było zbyt duże – to wyjątkowo toksyczna roślina. Skrzydłokwiaty są piękne i doskonale oczyszczają powietrze z dymu i różnych toksyn, ale niestety ryzyko jest zbyt duże, bo ich zjedzenie może się zakończyć śmiercią, a kot potrafi dostać się w dowolne miejsce: jeśli nie uda mu się za pierwszym razem, to uda za setnym i wtedy nawet szybki kontakt z lekarzem weterynarii może nie wystarczyć, by kotek przeżył, a nawet jeśli uda się mu jakoś przetrwać, to będzie miał uszkodzenie nerek i wątroby – staniemy przed wyborem, czy dać kotu żyć w bólu, czy zdecydować o eutanazji. Nawet jeśli kot ma trawę, to zawsze jest ryzyko – znacznie mniejsze, ale jednak jest – że skubnie z ciekawości jakąś roślinę (szczególnie, jeśli to młody kot, który jak małe dziecko czasami wpycha do paszczy różne rzeczy, które nie powinny się tam znaleźć – starsze koty są zwykle dużo ostrożniejsze).

 

Jest też sporo roślin, które zjedzone przez kotka mogą mu co najwyżej wyjść na zdrowie i takie szczególnie warto trzymać w domu – oprócz wspomnianych traw, dobrze jest mieć np. kocimiętkę (komary jej nie znoszą), miętę (pchły od niej uciekają w popłochu), bazylię, oregano, rozmaryn, tymianek, melisę; więcej roślin bezpiecznych dla kota można znaleźć tutaj (mniej więcej w połowie materiału jest spis roślin bezpiecznych dla kota).

 

/GP