Dlaczego odporność jest taka ważna?

Miriada – dla rodziny: Meri

Zaawansowane badania, szczepienia, leki… wydaje się, że medycyna może prawie wszystko. Tak, może sporo, ale… pozostaje właśnie to „ale”. Kocie wirusy mutują bardzo szybko, a jednym z czynników, które temu sprzyjają, jest życie w warunkach dalekich od naturalnych: duże skupiska (w tym łączone w sposób daleki od doboru dokonywanego przez koty w naturze dokonujący się w schroniskach czy nawet zakoconych domach), niższe temperatury niż tam, skąd pochodzi ten gatunek, jedzenie dalekie od tego, co upolowały by same. Czy medycyna za tym nadąża?

Odpowiedź brzmi: niestety nie do końca. Kiedyś dawno temu moja ulubiona pani doktor powiedziała mi, że podstawa to odporność, bo nie na wszystkie choroby da się zrobić badania, wielu nie ma czym leczyć (łagodzenie objawów a leczenie właściwej choroby to dwie zupełnie różne sprawy), a ogrom jest jeszcze nie zbadane i nie opisane. Wirusy mutują do postaci z najgorszych koszmarów weterynarzy – powoduje to ostrzejsze przebiegi (często ze skutkiem śmiertelnym) tak znanych powszechnie „kociarzom” chorób jak kaliciwiroza czy inne (nawet „legendarny” FIP ma coraz bardziej dramatyczny przebieg); pojawiają się też postacie atypowe nie do stwierdzenia testami (np. FeLV, której nie wykrywa nie tylko Elisa, ale też PCR – ten sam wirus w wysokich temperaturach w dzień i niskich w nocy w Afryce ginie prawie natychmiast; jego sprzymierzeńcami są woda i temperatura pokojowa); wiele wirusów robi się odporne nawet na silne detergenty. Do tego powszechne już infekcje kokcydiami, których pozbycie się z domu graniczy z cudem (bo raczej nikt nie będzie stosował opalania ścian, podłóg, mebli itd. jak się robi np. w przypadku ptasich klatek a kota golił do skóry i mył preparatem kokcydiobójczym). I są to przypadki nie jeden na milion tylko dotyczące nawet kilku do kilkunastu procent sytuacji.

Jak więc zwiększyć szanse kotów na przeżycie w starciu z chorobą?  Kluczem do sukcesu jest dbanie o odporność. Co jest największym wrogiem kociej odporności? Każdy, kto miał do czynienia z kotami wie, że jest tym przewlekły stres oraz niedożywienie a także… otyłość, która powoli staje się w zwierzęcym świecie plagą jak u ludzi.

STRES

Nie mówimy tu o sytuacji, gdy coś spadło i kot się wystraszył, ale o przewlekłym stresie i frustracji. Co może je powodować? Zachęcam do lektury dwóch wpisów ze strony FELIWAY: Co powoduje stres? oraz Podstawowe potrzeby kota. Niwelowanie stresu to podstawa w zapobieganiu spadkowi odporności oraz kociej depresji, które potrafią doprowadzić do ciężkich a nawet śmiertelnych chorób. Wg badań większość kotów jest nosicielem koronawirusa (może mutować do postaci wywołującej FIP) oraz zarodników grzybów (przyczyna grzybicy) – większość nie choruje właśnie z powodu odpowiednio wysokiej odporności. Jak niwelować koci stres? Zachęcam do lektury tego wpisu, którego autorem jest zoopsycholog.

NIEDOŻYWIENIE

Wydawało by się, że każdy domowy mruczek jest odpowiednio odżywiony, bo przecież dostaje kocie jedzenie. Niestety pomiędzy zapychaniem żołądka a dostarczaniem odpowiednich składników i to w stosownych proporcjach jest ogromna różnica. Zasada jest taka jak u ludzi: im bardziej przetworzone jedzenie i naszpikowane sztucznymi dodatkami tym gorsze. Poza tym koty jako zwierzęta pustynne nie mają szczególnych skłonności do picia wody (zwykle piją jak są chore np. przy cukrzycy, uszkodzeniu nerek czy chorych jelitach) – dlatego zawsze lepszym wyborem jest pokarm zbliżony zawartością wody (i nie tylko) do ich naturalnego menu w postaci żab, kretów i innych żyjątek. Ponadto ważna jest odpowiednio wysoka podaż białka i tłuszczu przy jednocześnie stosunkowo niskiej podaży węglowodanów – przykładowy skład myszy (a to nie jedyne kocie jedzenie) podany jest np. tutaj.