Czym karmić kota i dlaczego woda jest taka ważna?

Jest takie powiedzenie jesteś tym, co jesz. Już Hipokrates – ojciec medycyny – mówił Niech pożywienie będzie lekarstwem, a lekarstwo pożywieniem; to jego przysięgę składają lekarze ze słynnym primum non nocere, czyli „przede wszystkim nie szkodzić” (o czym czasami chyba zapominają w ciemno wypisując leki o wielu skutkach ubocznych, choć nie ma diagnozy i nie wiadomo czy są potrzebne).

 

Kot jest stworzeniem mięsożernym – drapieżnik o ogromnym zapotrzebowaniu na białko, które cały układ pokarmowy – począwszy od zębów, a na jelitach kończąc jest zaprojektowany, by szybko, sprawnie i skutecznie trawić upolowane ofiary, natomiast nie przystosowany do trawienia roślin (kot, który zje trawę czy ziarno wydali je w formie niezmienionej, gdyż nie jest w stanie ich trawić). Jedyne rośliny, z których jakąś minimalną ilość składników kot przyswaja, to te, które są wstępnie przetrawione przez jego ofiary i znajdują się w bardzo małych ilościach w ich układach pokarmowych (o ile akurat się najadły, bo często kot złapie stworzenie, które ma pusty żołądek i właśnie udawało się na poszukiwanie czegoś do jedzenia). Więcej informacji na ten temat znajdziesz w tym wpisie.

 

Ponadto kot z natury ma małe pragnienie i nie ma w zwyczaju pić zbyt dużo wody, bo natura przystosowała go do życia w otoczeniu ubogim w wodę, gdzie jest ona luksusem a nie czymś, co spotyka na każdym kroku, więc naturalne dla niego jest, że wodę czerpie z jedzenia. Niedostatek wody sprawia, że kot zaczyna zagęszczać mocz – a to prosta droga do dużej ilości piasku lub kamieni w układzie moczowym oraz uszkodzeń nerek. Najlepsze karmy z super składnikami nie pomogą, jeżeli nerki i pęcherz nie będą odpowiednio płukane wodą i to najlepiej przyjmowaną w sposób naturalny dla kota, czyli w głównej mierze z pożywienia (dlatego dużo lepszym rozwiązaniem jest jedzenie o dużej zawartości wody niż podawanie karmy suchej i nawadnianie kroplówkami). Więcej informacji o roli wody w kociej diecie i konsekwencja zdrowotnych zbyt małego nawodnienia przeczytasz w tym wpisie. Dodatkowo należy kotu zawsze zapewnić świeżą wodę (nawet jeśli nie wypije jej wiele, to musi ją mieć) – najlepiej w dużych ceramicznych miskach lub w poidle (fontannie) dla kota (moim zdaniem fontanny ceramiczne lub stalowe są zdecydowanie lepsze niż te z tworzyw sztucznych). Wody nie podajemy mineralnej – używamy wody miękkiej – źródlanej nisko zmineralizowanej lub przegotowanej albo z kranu przepuszczonej przez filtr – może być dzbankowy, ale musi to być woda dobrej jakości (dobre parametry z wodociągów i dobrej jakości rury aż do naszego domu), czyli taka, której nie balibyśmy się podać naszemu małemu dziecku.

 

Co by powiedział o swojej diecie i wyborze sposobu karmienia Twój kot, gdyby umiał mówić ludzkim językiem? Jedna z wolontariuszek – Agnieszka Sz. (Tufitka na www.barfnyswiat.org) ze Stowarzyszenia AdoptujMnie przygotowała taki krótki materiał podsumowujący, który możesz sobie wydrukować i mieć przy sobie podczas zakupów czy jako lekturę do poduszki – pobierz ulotkę  Co powiedziałby Twój kot na temat swojej diety? Kot jest zwierzęciem przystosowanym do jedzenia mięsa i pobierania z niego wody oraz nieprzystosowanym do jedzenia zbóż (szczegółowe informacje o tym będą  w odrębnym artykule). Ponadto warto przeczytać o tym jak ważna jest tauryna dla kota – będzie to bardzo przydatne do zrozumienia, dlaczego dany sposób żywienia jest dobry, a inny może naszego mruczka kosztować zdrowie, a nawet życie. Dla czytających po angielsku (choć Google Translator też powinien wystarczyć do zrozumienia sensu) polecam materiały Dr Marka Petersona, a w szczególności to, to i to – to tak na początek, a do tego to i na koniec takie podsumowanie dr Lisy A. Pierson. To uznani lekarze zwierząt.

Czasami słyszy się mity, że jeśli kot ma żyć długo i zdrowo, to powinien jeść chrupki, a nie mięso. Strona z oryginalnym artykułem o najstarszych kotach chwilowo się nie ładuje, ale na szczęście w jednym miejscu (tutaj) go zacytowano w całości – warto zwrócić uwagę na ten fragment mówiący o udokumentowanym przypadku życia kotki o imieniu Ma, której początkowo nie dawano szans na przeżycie z racji obrażeń, a dożyła wieku 34 lat – uważa się, że sekret jej długowieczności tkwił w troskliwej opiece, naturalnej diecie opartej na mięsie od lokalnego rzeźnika i dawce relaksu.

Cytat:
The oldest reliably recorded cat was a female tabby named Ma, owned by Alice St George Moore of Drewsteignton, England. Ma was put to sleep on November 5, 1957 at the age of 34 years. As a small kitten, Ma got her paw caught in a gin trap (steel jaw trap) and it was doubtful that she would survive. Though she survived, the injury worsened with age and Ma was cared for especially carefully. This was believed to be the secret of her longevity. Ma’s natural diet of meat from the local butcher and a relaxed lifestyle (her owners were classical musicians) were also considered factors.

 

Co więc jest najlepszym pokarmem dla kota? To, co odwzorowuje jego naturalną dietę: gryzonie, drobne gady, małe ptaki czy nawet króliki, ptasie jaja oraz muchy i inne robaczki. Niestety w mieście pozwalanie kotu na polowanie jest igraniem z ogniem, bo jest spore ryzyko, że kot dopadnie np. szczura, który właśnie zjadł trutkę zawierającą kumarynę – ona nie zabija gryzonia od razu i kot nie wie, że ofiara jest zatruta – po zjedzeniu takiego gryzonia w ciągu doby do dwóch kot umiera dokładnie w taki sam sposób jak gryzoń, tzn. dochodzi do rozległych krwotoków i zwierzę kona w bólu (tak, szczur ma szczęście jak zabija go kot a nie trutka). Koty na wsi zwykle mają szanse polowania na ofiary pozbawione chemikaliów, aczkolwiek już nawet tam wiele osób stosuje trutki myśląc, że to lepsze niż kot (nie jest lepsze – na trutki gryzonie potrafią się uodparniać, a na kota – nie). Kolejna ważna rzecz – kot, którego znamy jako domowego w warunkach naturalnych poluje kilka razy na dobę – potrzebuje zjeść kilka myszy lub jeszcze więcej mniejszych stworzeń – nigdy nie polega to na polowaniu 2 razy dziennie i złapaniu oraz zjedzeniu 3 czy więcej myszy na jeden posiłek. Dlatego w miarę możliwości powinniśmy kotu dawać kilka posiłków dziennie (4-6 razy dziennie dla dorosłego, a dla małego kociątka – na żądanie, nawet 10-12 razy na dobę). W wielu miejscach jest napisane, że wystarczy 1-2 razy dziennie – nie wynika to z potrzeb kota tylko wygody ludzi; kot jest w stanie do wielu rzeczy się przystosować, ale nie znaczy to, że czuje się z tym dobrze. Dla osób przebywających długo poza domem jest na to sposób – automaty do jedzenia (są takie, które mają system podtrzymywania świeżości jak lodówka – np. Trixie TX4 Plus lub Trixie TX2). Pozwalają one na serwowanie kilku posiłków pod naszą nieobecność (kot wtedy nie powinien móc cały czas jeść, bo będzie to robił raczej z nudów niż z głodu).

UWAGA! Nigdy nie wolno gwałtownie zmieniać sposobu karmienia i marki karmy – należy to robić powoli obserwując reakcje kociego organizmu. Gwałtowna zmiana może doprowadzić do problemów z układem pokarmowym, a przy okazji do silnego stresu u kota – koty nie lubią gwałtownych zmian; w postępowaniu z kotem trzeba być przede wszystkim cierpliwym i systematycznym – to jedyny sposób na osiągnięcie sukcesu; pośpiech, nerwowość, niekonsekwencja itp. nigdy nie pozwolą nam osiągnąć zamierzonego efektu, a jedynie zestresujemy i siebie, i kotka. Zawsze zmianę sposobu karmienia lub rodzaju karmy przeprowadzamy powoli, ale konsekwentnie. Jeżeli przestawiamy kota z jednego rodzaju chrupek na drugi, mieszamy je przez kilka dni (najlepiej zaczynamy od 10% nowych i codziennie dajemy kolejne 10% nowych w miejsce starych – po 10 dniach kotek jest nauczony jeść nowe chrupki). Jeżeli chrupkożercę chcemy nauczyć jeść mokrą karmę, zaczynamy od moczenia kilku chrupek w sosie, potem dodajemy trochę mokrej karmy i tak stopniowo zmniejszamy ilość chrupek, a dokładamy mokrego. Jeżeli kot już je mokrą karmę, mamy dobry punkt wyjściowy do nauki jedzenia mięsa – na początku przemycamy odrobinę (ledwo zauważalne ilości) i zwiększamy porcję; jeżeli już jesteśmy na etapie łyżki dziennie, dobrze jest wprowadzić suplementację chociaż FeliniComplete.

 

WAŻNE: Nigdy nie przekarmiaj kota. Nawet jeśli chwilowo obżarstwo będzie dla niego przyjemnością, to nadwaga zwiększy ryzyko różnych chorób, a odchudzanie kota jest trudne i długotrwałe. Ile jedzenia potrzebuje kot? Sprawdź w tym artykule.

 

Jakie więc mamy opcje karmienia kota i jak mają się one do jego fizjologii i naturalnych zachowań?

Jeżeli nie chcemy kota karmić myszami, pisklakami, szczurzymi oseskami i innymi żyjątkami kupowanymi np. w sklepach dla terrarystów (tam są w hodowli – bez ryzyka zatrucia chemikaliami itp.), to najlepszy sposób żywienia – najbardziej zbliżony do naturalnego – to dieta BARF, która ma naśladować naturalną dietę kota i polega na podawaniu kotu surowego mięsa uzupełnionego małą ilością podrobów, kości lub mączki kostnej, tauryną i witaminami. Moje kocice zawsze miały jakiś taki wstręt do gotowego jedzenia ze sklepu; teraz mieszka ze mną Magnolia – mieszanki BARFowe to coś, co idealnie jej pasuje: zjada w mgnieniu oka, a jest przy tym pełna energii, ma piękne futro, idealne zęby i dobre zdrowie. W najprostszej wersji można podawać surowe mięso uzupełnione Felini Complete (do nabycia np. w internetowym sklepie ZooPlus) – później można iść dalej i stosować suplementację naturalną, gdzie witaminy i minerały pochodzą m.in. z tranu, mączki kostnej, mielonych skorupek jaj itd.

Forum o diecie BARF
Rozwiązanie kolejne – nieco mniej zbliżone do natury, ale nadal świetne, to gotowane mięso z suplementacją – albo Felini Complete, albo jeszcze lepiej – zestaw Easy B.A.R.F + tauryna + sól + skorupki jaj (przy czym w wersji z gotowanym mięsem dajemy dwa razy więcej tauryny niż przy surowym mięsie). Easy B.A.R.F. można kupić np. w sklepie EkoZwierzak (na stronie sklepu podane są przykładowe przepisy).

WAŻNE: nigdy nie podajemy samego mięsa i to bez kości jako 100% diety i to przez dłuższy czas, bo po kilku miesiącach kotek może zacząć mieć problemy z nerkami – mięso ma sporo fosforu i prawie wcale wapnia, co jest bardzo niedobre dla nerek; pewnym rozwiązaniem jest tu karmienie RMB, czyli z wykorzystaniem tzw. kości mięsnych – podajemy w 1/3 mięso z kością (np. korpus z kurczaka), gdzie kości dostarczą nam potrzebny wapń, a do tego 2/3 mięsa z odrobiną (do 15%) podrobów takich jak serca czy żołądek i do 5% wątróbki (ma bardzo dużo witaminy A – podawanie zbyt dużych jej ilości w krótkim czasie potrafi doprowadzić do przedawkowania tej witaminy i spowodować duże szkody w organizmie kota). Mięso najlepiej podawać raczej tłuste ze skórami, żyłami itp. – piękne czyste mięso (a co gorsza – chude), które często wybieramy dla siebie to dla kota najmniej zdrowe mięso. No i najważniejsze – mięso zawsze musi być świeże (najlepiej z chowu ekologicznego o ile mamy taka możliwość); najlepiej podawać przemrożone przez 2-3 doby a następnie rozmrożone w lodówce i ogrzane do temperatury pokojowej przed podaniem (najlepiej pół godziny wcześniej po prostu wyciągnąć z lodówki przykryte mięso, żeby nie obsychało) – mrożenie w domowych warunkach nie zabija bakterii, a tylko wstrzymuje ich rozwój, ale poprawia smakowitość mięsa. Nie podajemy wieprzowiny – nawet ta przebadana weterynaryjnie pod kątem spożycia przez ludzi może zawierać wirus Ajuszkiego – dla ludzi niegroźny (dlatego pod tym kątem nie jest badana), kota zabija w krótkim czasie powodując nieuleczalną wściekliznę rzekomą.

Karmy przemysłowe – zaliczamy tu gotowe karmy mokre i suche. Może w nich być wszystko – w najlepszych spotkamy mięso i podroby, w gorszych – sporo zbóż i odpadów (w tym mączkę z piór, rogów, kopyt) – składniki te są przyczyną wielu kocich alergii; kot w naturze nie trawi piór itp., lecz je zwraca – mączkę uzyskuje się przez zmielenie piór i potraktowanie różnymi substancjami chemicznymi, dzięki czemu białko z nich staje się w pewnym stopniu strawne, ale jest białkiem niskiej jakości (tyle, że bardzo tanim, a więc opłacalnym dla producentów karm). Norma w suchej masie dla wapnia to 0,5-0,9%, a dla fosforu to 0,4-0,8%. W mieszankach mięsnych robionych w domu bez problemu to uzyskamy – w gotowych karmach mokrych rzadko się to zdarza, a w suchych – o ile nie mają zbóż zamiast mięsa – jest praktycznie niespotykane; karmy zbożowe miewają te normy spełnione, ale za cenę pakowania w kota białek roślinnych (gorzej przyswajalnych, ciężkostrawnych i zwiększających ryzyko alergii) i mnóstwa węglowodanów. Sporo ciekawych informacji o gotowych karmach i ich wpływie na zdrowie kota można znaleźć tutaj. Dobrze też zapoznać się z materiałami wskazanymi w tym miejscu. Zachęcam także do śledzenia informacji o wpadkach producentów karm (uznawanych za bezpieczne, a jednak czasami zatrute) tutaj. Jeśli etykieta z datą ważności i numerem serii wygląda na przebitą i nie jest integralną częścią opakowania, może się okazać, że opakowanie karmy należy do serii objętej wycofaniem z rynku (tzw. recall), dlatego zachowaj szczególną ostrożność w takim przypadku – często to są „okazyjne” zakupy.

Obliczenia zawartości wapnia i fosforu w suchej masie dokonujemy w następujący sposób:

1) sprawdzamy zawartość wapnia i fosforu w karmie (podawana jest na całość karmy) – załóżmy, że jest to karma sucha i ma 1,2% fosforu oraz 1,9% wapnia (to i tak całkiem dobry wynik);

2) sprawdzamy wilgotność – dla suchej karmy będzie to ok. 8%;

3) przeliczamy zawartość w suchej masie – najłatwiej zrobić to licząc ilość minerałów w 100g karmy i odnosząc do suchej masy; w ten sposób otrzymujemy:

– sucha masa, czyli to, co zostaje po odjęciu wody, której jest tu 8%, co daje 8g w 100g, więc suchej masy mamy 100g – 8g  92g;

– wapń: 1,9% ze 100g daje 1,9g; zawartość policzymy dzieląc ilość składnika przez suchą masę i mnożąc razy 100%, co daje nam 1,9g/92g*100% = 2,1% – czyli dalekie to od zakresu 0,5-0,9%;

– fosfor: analogicznie jak wapń, czyli 1,2% ze 100g daje 1,2g – po odniesieniu do suchej masy mamy 1,2g/92g*100%  = 1,2% – też sporo do prawidłowego zakresu.

Przeanalizujmy teraz karmy mokre – na rynku jest ich ogromna ilość, ale większość z nich jest kiepskiej jakości – zawiera sporo zbóż i różnych odpadów. Często w składzie jest napisane np. kurczak – w praktyce nie oznacza to bynajmniej mięsa z kurczaka, lecz odpady poubojowe i to niskiej klasy (korpusy, łapki, grzebienie itp.) w porywach do podrobów (to jak już mamy trochę szczęścia); jeśli chcemy mieć pewność, że kurczak to mięso z kurczaka, musimy szukać karm, które mają napisane wprost „mięso z kurczaka”. Przy czytaniu etykietek warto wiedzieć, że składniki są wymieniane zawsze od tego, którego jest najwięcej do tego, którego jest najmniej. Najlepsze karmy mają dużo mięsa, trochę podrobów i zero zbóż oraz odpowiednią ilość tłuszczu, dodatek tauryny i witamin. Karmy tzw. filetowe (czyste mięso, np. Applaws Selection) możemy podawać okazyjnie, gdyż nie dostarczają kotu wszystkich potrzebnych składników i mają zdecydowanie za dużo fosforu w stosunku do wapnia, co jest złe dla nerek. Przykład dobrej jakości karmy – Feringa Menu. Karmy, które można kupić w marketach są jakości kiepskiej lub bardzo kiepskiej – płacimy głównie za odpady i mnóstwo zbóż. Jak nietrudno zauważyć, takie karmienie jest dość drogie – zdecydowanie droższe niż BARF, a mniej zdrowe z racji tego, że jest to żywność już bardziej przetworzona (tu zasada jest jak w przypadku ludzi, tylko w jeszcze większym stopniu wpływa na zdrowie i samopoczucie: im bardziej przetworzone jedzenie, tym gorzej). Mieszanki BARFowe możemy sobie przygotować nawet na cały miesiąc z góry i trzymać w lodówce – przygotowanie tego to jedno popołudnie, a podawanie później zajmuje tyle czasu, co podawanie mokrej karmy.

Ostatnie rozwiązanie, którego jedyną zaletą jest to, że jest wygodne DLA NAS i często tańsze (pozornie – leczenie kotów chorych przewlekle sporo później kosztuje) – sucha karma. Dlaczego to najgorsze rozwiązanie? O ile BARF czy mokra karma dostarczają wody, o tyle sucha karma ją pochłania z organizmu, żeby napęcznieć – dopiero wtedy może być strawiona – a chroniczne braki wody prowadzą do problemów z układem moczowym (nawet spory dodatek soli lub czystego chlorku sodu do karm – ładnie nieraz nazywanego „formułą przeciw kamieniom” – nie jest w stanie wywołać aż takiego pragnienia, żeby kot pił odpowiednio dużo). Ponadto technologia produkcji suchej karmy sprawia, że zwykle dodawane jest tam sporo węglowodanów (czy to ze zbóż, czy ziemniaków). Jeśli już musimy karmić suchą karmą z jakiegoś powodu (choćby ekonomicznego, bo nie stać nas na zakup karm mokrych, a nie chcemy karmić BARFem), postarajmy się wybrać jak najlepszą karmę. Przykład dobrej karmy podać trudno z tego względu, że z racji maksymalizacji zysków, producenci mocno oszczędzają na mięsie – mamy wiec wybór karmy bez zbóż, ale z wysokim poziomem wapnia i fosforu (bo liczy się nie tylko ich stosunek, ale też ilość – nadmiar znowu uderza w nerki) – przykładem karmy wysokomięsnej bez zbóż o najlepszym składzie jest ZiwiPeak lub Power of Nature Meadowland Mix lub karmy o niskim poziomie tych minerałów, ale z dodatkiem sporej ilości zbóż (czyli automatycznie mają sporo trudniej przyswajalnego białka roślinnego oraz mnóstwo tuczących węglowodanów) – przykładem takiego podejścia są karmy Royal Canin czy Hill’s lub Purina i wiele innych; zdecydowanie najgorsze są „marketówki” – także te reklamowane w telewizji, bo nie dość, że mają zwykle mnóstwo zbóż, to nie mają dodatku tauryny, a stosunek wapnia do fosforu i wysoka zawartość tych minerałów woła o pomstę do nieba. Często tutaj pokutuje powtarzany jak mantra MIT o dobrym wpływie suchej karmy na zęby kotów – gdyby koty były w stanie przeżuwać, zapewne byłoby jakieś działanie czyszczące, ale zęby kota są skonstruowane jak nożyczki: koty wyszarpuje fragmenty ofiary i je zjada bez przeżuwania czy miażdżenia – więcej informacji o budowie zębów kota, a także o tym, co tak naprawdę wpływa na ich zdrowie znajdziesz tutaj.

 

Opcje pośrednie (karmienie mieszane)  to łączenie kilku rodzajów pożywienia, np. karma sucha i mięso, karma mokra i mięso itd. – pozwala to nieco poprawić wady „tego gorszego”, bo wysoka zawartość minerałów w gotowych karmach wynika zwykle z oszczędzania na kosztach produkcji poprzez dawanie małych ilości mięsa. Musimy przy tym pamiętać, aby mięso dawać suplementowane (chyba, że podajemy je okazyjnie jak wspomniane karmy filetowe, np. 2-3 razy w tygodniu czy nawet codziennie, ale w małej ilości rzędu łyżki od zupy). Oczywiście białko z dodanego mięsa uwzględniamy w obliczeniach racji pokarmowej i dajemy odpowiednio mniej karmy, żeby kota nie przebiałczyć, bo to też negatywnie odbije się na jego zdrowiu (dla uproszczenia można przyjąć, że 25g mięsa daje 5g białka i 1-5g tłuszczu w zależności, czy jest to chude mięso, czy tłuściejsze i ze skórą w przypadku drobiu). Podrobów staramy się w takim przypadku dawać mało (poza żołądkami, które mają mało fosforu), w szczególności rzadko podajemy wątróbkę z powodu wspomnianego ryzyka przedawkowania witaminy A, która w nadmiarze jest toksyczna (podobnie jak witamina D i E, które też są rozpuszczalne w tłuszczach i kumulują się w organizmie w dłuższym okresie czasu).

 

Ostatnia uwaga na koniec: efekty jedzenia niezbyt dobrej jakości pożywienia nie są natychmiastowe – często są widoczne po miesiącach, a nawet latach. Kot dobrze odżywiany może żyć dobre 20 lat w zdrowiu; złe jedzenie jest często przyczyną przewlekłej niewydolności nerek, cukrzycy i wielu innych przewlekłych (czyt. kosztownych w leczeniu) kocich chorób, a także otyłości, która zwiększa ryzyko tych chorób. Dlatego jeśli zależy Ci na zdrowiu swojego pupila, postaraj się wybrać sposób karmienia jak najlepszy DLA NIEGO.

Jako uzupełnienie niniejszego materiału polecam lekturę tego materiału o diecie kota.

/GP