Czy mięso jest dobre dla kota?

Kot na łonie naturyProducenci wielu  – szczególnie suchych – karm przekonują jak tylko mogą, że kotu dla zdrowia potrzeba zbóż i to w sporych ilościach. W gabinetach weterynaryjnych można zwykle usłyszeć, że kot powinien jeść głównie suchą karmę i to najlepiej jedną z oferowanych w gabinecie marek (pełnych zbóż i odpadów oczywiście), a mięsa nie powinien jeść, bo niezdrowe i w ogóle samo zło. Z drugiej strony prawie każdy wie, że kot to drapieżnik polujący na żywe ofiary, które zjada w całości, a nie zbieracz owoców, warzyw i zbóż. O co tu więc chodzi? Pozwolę sobie na kilka cytatów wraz z podaniem linków do pełnych wersji (do lektury w całości gorąco zachęcam – naprawdę warto dla dobra swojego kota), które powinny pomóc zrozumieć, o co tutaj tak naprawdę chodzi.

 

Ludzie często nie są świadomi jak wiele chorób bierze się z niewłaściwego odżywiania i jak wiele chorób można wyleczyć zmieniając dietę – czy dotyczy to nas samych, czy też naszego ukochanego mruczka. Już starożytni wiedzieli, że jedzenie ma ogromny wpływ na organizm każdego stworzenia. „Z potraw, które się zjada powstają wszystkie choroby” powiedział Herodot,  a Hipokrates – ojciec medycyny – dodał: „Twoje pożywienie powinno być lekarstwem, a twoje lekarstwo powinno być pożywieniem. Zostaw leki w aptekarskim tyglu, jeśli możesz wyleczyć pacjentów jedzeniem.

 

Na początek fragment z opracowania Naturalne żywienie kotów:

„Bardzo kochając nasze futrzane zwierzątko, próbując dać mu wszystko co najlepsze i najdroższe, nieświadomie możemy mu zaszkodzić. A ono przecież ufa nam bezgranicznie i zjada z ręki coś, co okazuje się być trucizną, tyle że w przebraniu. Czasem daje nam sygnały, próbuje powiedzieć, że coś jest nie tak. Ale my to ignorujemy, nie słuchamy go, bo przecież wiemy lepiej. Coś, gdzieś czytaliśmy, pani w sklepie dla zwierząt na pewno się zna na rzeczy, weterynarz zalecił, w reklamie mówili… Wierzymy wszystkim tym ludziom, dla których nasz kot nie jest nikim ważnym. Nagle ukochany przyjaciel zaczyna chorować.

[…]

W naturalnych warunkach żywią się głównie gryzoniami (myszy, szczury, nornice), małymi ptakami, kretami, jajami ptaków, owady traktując jako przekąskę. Ich organizmy posiadają specjalne mechanizmy biochemiczne, aby poradzić sobie z dietą bogatą w białko i tłuszcz zwierzęcy, a pozbawioną całkowicie lub prawie całkowicie produktów roślinnych. Do produkcji energii służą im wyłącznie tłuszcz i białko. Ze spożytych białek ich wątroba produkuje glukozę, która nie jest im niezbędna w diecie, a wręcz szkodliwa, gdy otrzymują jej zbyt wiele (glukoza powstaje po spożyciu jakichkolwiek węglowodanów, np. skrobi obecnej w zbożach czy ziemniakach).”

 

Dalsze wyjaśnienie kilku zjawisk w opracowaniu Dlaczego koty nie powinny jeść zbóż:

„Nawet osoby z kręgów nauki powtarzają slogany o konieczności karmienia kotów zbożami, często zupełnie nieświadomie powielając stereotypy nie mające żadnej naukowej podstawy. […] Dodatkowym aspektem w sprawie „potrzeby karmienia kotów zbożami, bo w naturze też jedzą zboża zawarte w przewodach pokarmowych ofiar” jest fakt, że jeśli ta ofiara już faktycznie zboże zjadła, to albo jest ono strawione w momencie upolowania, albo nie jest jeszcze strawione, więc surowe i kot go nie strawi, gdyż nie posiada enzymów ani bakterii trawiących surowe zboże. Kot, mimo utartych stereotypów, często pozostawi taką niestrawioną zawartość przewodu pokarmowego swej ofiary nie zjedzoną lub, jeśli ją zje, to poprzez wymioty wydali jako odpad, niestrawne resztki. […] Czasem można spotkać się z argumentami zwolenników żywienia kotów zbożami, mówiącymi o rzekomym „przystosowaniu” się już ich żołądków do takiego pokarmu, dzięki karmieniu ich tymi zbożami w ostatnich czasach (100 lat?). Ci, którzy tak twierdzą nie mają pojęcia o ewolucji skoro ich zdaniem w przeciągu czasu, w którym dostępne są zbożowe karmy dla kotów, a nawet w ciągu 2 – 3 tysięcy lat, od kiedy myszy i ptaki mogą jeść trochę więcej zbóż, przewód pokarmowy ścisłego mięsożercy mógł zmienić się na tyle, aby właściwie wykorzystywać pokarm roślinny. Ewolucjoniści posługują się nieco innymi jednostkami czasu i te marne parę tysięcy lat to zaledwie mgnienie oka w kategoriach ewolucji.”

 

I jeszcze materiały o kilku kolejnych mitach:

 

Co więc zrobić? Karmić samym mięsem? Nie, to jest bardzo złe wyjście, bo na dłuższą metę doprowadzi do niedoboru witamin i minerałów (przewaga fosforu działa źle na nerki, a także może odwapniać kości). No to jak nie mięso, to co? Tutaj jest kilka rozwiązań związanych z tworzeniem biologicznie odpowiedniej żywności opartej na surowym mięsie, ale odpowiednio uzupełnionej i zbilansowanej – począwszy od Whole Prey Model (WPM), przez Raw Meaty Bones (RMB), aż do Biologically Appropiate Raw Food (BARF). Osobiście jestem zwolennikiem tej ostatniej, gdyż pomimo konieczności stosowania suplementów, chyba najłatwiej ją stosować w domowych warunkach. Więcej informacji o tym, czym jest BARF, można znaleźć tutaj.

 

A co z lekarzami weterynarii, którzy choć wiedzą, że kot jest drapieżnikiem (mieli o tym w programie studiów), często uparcie twierdzą, że karma pełna zbóż jest dla kota najlepsza? Z informacji jakie posiadam wynika, że dietetyka to zaledwie kilkanaście godzin zajęć w ciągu całych studiów i to prowadzonych często przez „specjalistę” od żywienia pracującego dla jednego z koncernów produkujących karmy – trudno, żeby powiedział coś innego, niż to, że karmy są najlepsze – w końcu za to mu płacą. Jak więc rozmawiać ze swoim lekarzem, żeby nas łatwo nie zbył? W tym miejscu (na końcu postu) można pobrać List otwarty do lekarzy weterynarii – warto też samemu poczytać.

 

Jeśli nie mamy czasu/ochoty/przekonania do karmienia mieszankami BARFowymi, warto poszukać dobrej mokrej karmy (z powodów wskazanych w pierwszych cytatach); sucha karma zawsze jest gorszą alternatywą, bo zawiera bardzo mało wody i znacznie więcej niepotrzebnych składników dodawanych ze względów technologicznych. Jaka to jest dobra karma? Sporo informacji o tym można znaleźć w tym miejscu, natomiast tutaj znajdziemy informacje o kilku najpopularniejszych sztuczkach producentów karm, którzy próbują zamieniać mięso na odpady tak, żeby konsument (czyli my) tego nie zauważył i był przekonany, że kupuje dobrą karmę.

 

Inne tematy tutaj, gdzie były sygnalizowane problemy wspomniane powyżej (w nieco innym zakresie):

 

Na koniec zachęcam do obejrzenia dwóch filmów – pierwszy pokazuje jak mały kociak radzi sobie z ćwiartką kurczaka (w naturze nie ma specjalnych myszy itp. dla kociąt – nawet gotowa karma, jeśli jest naprawdę dobra, jest stworzona dla kota od kocięctwa do późnej starości); drugi to wypowiedź Dr. Karen Becker (po angielsku niestety, ale mówi dość wyraźnie), gdzie opowiada o ryzyku zakażenia pasożytami (przemrażanie mięsa) oraz salmonelli, która stanowi normalną część flory bakteryjnej jelit kota i dopiero jej nienaturalnie duże namnożenie (np. po spożyciu nieświeżego źle przechowywanego mięsa) może powodować problemy. Zapraszam też do dyskusji o żywieniu na forum Kociego ABC oraz forum Barfny Świat.

 

 

/GP